Yellow Tea© by Fisana

Skocz do zawartości

Forum NNS używa cookies i podobnych technologii w celu zapewnienia maksymalnej wygody użytkowników przy korzystaniu z serwisu (zapamiętywanie preferencji i ustawień na naszych stronach, zbieranie anonimowych danych dla celów statystycznych). Użytkownik ma możliwość samodzielnej zmiany ustawień dotyczących cookies w swojej przeglądarce internetowej. Więcej informacji w dziale Polityka prywatności

   Akceptuję

Witamy na Forum NNS

Witamy na Forum NNS. Tak jak na większości forów, musisz się zarejestrować aby pisać posty lub zobaczyć tematy widoczne wyłącznie przez zarejestrowanych członków forum. Proces rejestracji jest prosty i łatwy i wymaga podania przez Ciebie minimum informacji. Skorzystaj z możliwości jakie daje Ci rejestracja!

Wśród powodów aby się zarejestrować są:

* Prywatne wiadomości - Korzystając z komunikatora pisz do użytkowników
* Shoutbox - Chcesz coś powiedzieć wszystkim? Użyj shoutbox'a


..a przede wszystkim nie będziesz widzieć tej informacji ;)
Guest Message by DevFuse
 

Najwyżej ocenione treści


#203999 Centrum Basenowe Ślęza

Napisane przez Shavers , dnia 02 grudzień 2017 o 23:05

Fenomeno!

No ja nie wiem co mam pisać! Ja juz chyba wszystko co można, napisałem o Ślęzy wcześniej (jak to nie było modne).
Udało nam się być na czymś, co wymyka się wszelkim statystykom. Zjazd Towarzystwa Wzajemnej Adoracji pod auspicjami Prezesa :) I było tak jak być powinno! Hałaśliwie, wrzaskliwie, gorąco i sympatycznie. Wśród ludzi, którzy wiedzą o co chodzi w saunowaniu... wśród ludzi, którzy wiedzą o co chodzi we wspólnym spędzaniu czasu... wśród ludzi, którzy wiedzą co nas nakręca.

Nie będę pisał, że Ślęza to wspaniały ośrodek, a jego załoga to niepowtarzalni ludzie, bo to pisałem już kilka razy tutaj. Za każdym razem gdy się tam pojawiamy, uderza mnie to podejście do ludzi, tak bardzo „wrocławskie”, tak bardzo ciepłe, tak niepowtarzalnie sympatyczne!

Napiszę o tym, że znowu było nam dane spotkać się w gronie ludzi absolutnie fantastycznych, którzy cieszą się nie tylko sauną, którzy cieszą się chwytaniem kawałków życia, tak bardzo kompulsywnie, zachłannie, jakby miało nie być jutra. Jakby po wyjściu z szatni miał nastąpić koniec świata i już nigdy miałoby nie być takiego dnia. To jest fascynujące, jak bardzo wszyscy łakniemy radości prostych spraw, jak doskonale czujemy się po odrodzeniu pod zimnym prysznicem po seansie, który prawie nas zabił. Takie małe zmartwychwstania :) Małe trzęsienia ziemi.

Ja nie potrafię nawet pisać o seansach, które dzisiaj się odbyły. Ja tylko napiszę, że o poranku „Sokiści którzy chcą miłości” wyśpiewali nam „bejbe bij w bęben, dzisiaj przybędę” by wieczorem powiadomić nas, że „to wszystko jest, fenomenalnie, popier...one”. I to były absolutnie nasze seanse, śpiewane (przepraszam) na głos, machanie na pełnych obrotach. Świat wciąż potrafi zadziwiać i to jest cudowne.

Dziękujemy wszystkim.
  • 12


#202698 Borowinowa SPA

Napisane przez Shavers , dnia 13 listopad 2017 o 00:19

PTS Freestyle

Co by tu powspominać i napisać...
"Ja zacznę, kolega pójdzie dalej, a potem razem skończymy"? Albo "mentol jest zdrowy"? Jakoś tak to było (być może przekręcam wypowiedzi ale chyba treść oddaję). Klasyka fristajlu, jak dla mnie :)
A może machanie do muzyki Chopina, kiedy jedni usypiają, a inni (w tym ja) słabo widzą bo trochę pocą się oczy przy tych dźwiękach?
Albo strasznie atonalne i aharmoniczne wampirze dźwięki mam wspominać?
Albo tańczących facetów w saunie?
A może ociekającą erotyzmem saunamistrzynię, która wydawała się nie robić nic "zdrożnego"?
A może Tatę, który śledził każdy ruch swojego Syna - przyszłego łamacza kobiecych serc - w sposób, którego nie da się zapomnieć?
Albo wyzwanie rzucone przez saunamistrza - saunamistrzyni gdy niemal czołgał się na podłodze kręcąc pizzę-ręcznikiem?
A może idealną synchronizację konkurujących saunamistrzyń?
Albo "sojusz ponad podziałami" najmłodszych Mistrzów?
A pamiętacie jak zwycięzca turnieju po prostu "rozluźnił majty" i odpłynął pokazując co potrafi przy finale? Jak zamknięcie oczy to widzicie te ruchy? Bo ja tak! I husteczkę!
A jak pewien tajemniczy tancerz śpiewał w trakcie seansu to widzieliście?
Albo jak jego imiennik rozwinął się przez ostatni czas aż do mistrzowskiego poziomu?
A może zauważyliście Prezesa, który wypruwali sobie żyły, by to wszystko zażarło?
A może Pan Fotograf zwrócił Waszą uwagę swoimi niedyskretnymi działaniami?
A jedliście kwaśnicę na boczku, która (dosłownie acz nie literalnie) urywała zadek?
A jak Wam się podobał przyjaciel Włóczykija, który nieustająco trzymał rękę na pulsie?
I co sądzicie o zimnym jacuzzi, które tak doskonale pozwalało wrócić do formy?
A nasze "dziewczyny od serca" w roli asystentek, jak Wam się podobały?
I te wszystkie dobre duszyczki, które rozmawiały z moją żoną i jej facetem :) ?

Widzieliście to wszystko? Bo my tak! I jesteśmy za to cholernie wdzięczni.


Formuła jest świetna, moim zdaniem. Wreszcie odeszliśmy od oceniania "szkiełkiem i okiem", od tych wszystkich "merytorycznych" aspektów seansu. Nareszcie ocenialiśmy to co się dzieje w naszych sercach gdy patrzymy na seanse. Choć, trzeba przyznać, zmęczenie było wielkie. Co tam my, widzowie! Mistrzowie to dopiero mieli cieżko! Walczyć z samym sobą, rywalizować z współpartnerem, konkurować z czasem i muzyką. Swietnie było na to patrzeć, choć pod koniec, nie ukrywam, mam dziury w pamięci. Jednak co cztery ręce w saunie to nie dwie!

Na początku myślałem, że trzeba by ten festiwal podzielić na kategorie płciowe, ale potem zobaczyłem, że nie mam racji...

Piękny dzień! Dziękujemy.

Choć i tak nasza lista laureatów jest inna od oficjalnej :)
  • 12


#176454 Dębki

Napisane przez Jędrek , dnia 07 styczeń 2017 o 14:55

Witam.

Oto reportaż z plaży:

- ujście Piaśnicy wygląda jak po przejściu tornada, a nie sztormu, Piaśnica wpływa do morza prosto (nie kluczy), plaży wokół ujścia praktycznie nie ma, przy wejściu nr 25 droga dla pieszych kończy się 5m za ławeczką, potem morze zrobiło skarpę i zabrało całą plażę, na lewo od wejścia nr 25 utworzył się aktywny klif.

 

Kilka fotek  z tego miejsca


Dopisane: 07 styczeń 2017 o 14:51

Teraz odcinek od wejścia 25 do wejścia 26:

 

- fale zabrały plażę i ok. 10-15 lasu tworząc aktywny klif, leży sporo drzew, tu zniszczenia są największe, morze odkryło też torf (ten który był widoczny jesienią 2014 roku)

 

Kilka fotek


Dopisane: 07 styczeń 2017 o 14:55

Wokół wejścia nr 26 i dalej na zachód szkód dużych nie ma. Zabrało trochę piasku przy wejściu, ale woda nie naruszyła lasu. Dalej koło "starej skarpy" i dalej na zachód szkód nie ma.

 

Kilka fotek

Załączone pliki

  • Załączony plik  1.jpg   181,16 KB   3 Ilość pobrań
  • Załączony plik  2.jpg   107,15 KB   2 Ilość pobrań
  • Załączony plik  3.jpg   121,35 KB   1 Ilość pobrań
  • Załączony plik  4.jpg   108,39 KB   1 Ilość pobrań
  • Załączony plik  11.jpg   96,4 KB   1 Ilość pobrań
  • Załączony plik  12.jpg   108,5 KB   1 Ilość pobrań
  • Załączony plik  20170107_123002.jpg   182,76 KB   3 Ilość pobrań
  • Załączony plik  21.jpg   134,32 KB   1 Ilość pobrań
  • Załączony plik  22.jpg   102,69 KB   1 Ilość pobrań
  • Załączony plik  31.jpg   113,98 KB   1 Ilość pobrań
  • Załączony plik  32.jpg   80,61 KB   2 Ilość pobrań

  • 11


#186170 Regres nagości w saunariach

Napisane przez Nuxman , dnia 14 kwiecień 2017 o 13:32

Zgodnie z życzeniem założyciela zamykam wątek.

podzielę się jednak z Wami moimi odczuciami na temat jednego słowa. To słowo Tolerancja
 

Tolerancja (łac. tolerantia – „cierpliwa wytrwałość”; od łac. czasownika tolerare – „wytrzymywać”, „znosić”, „przecierpieć”) – w mowie potocznej i naukach społecznych postawa społeczna i osobista odznaczająca się poszanowaniem poglądów, zachowań i cech innych ludzi, a także ich samych. (wiki)


Tak.... właśnie... "przecierpieć"...

Wątek był o regresie nagości w saunach. Czym się skończył? Zbiorowym atakiem na założyciela tematu. Wytknięto mu "problemy psychiczne", "maniactwo", oraz pojechano mu po fizyczności ironizując jego przesadną (?) dbałość o siebie. Wszystko oczywiście w kontekście nagości w saunach, a jakże... Szkoda że nikt mu dziadka w Wermachcie nie odnalazł.
O co chodziło w wątku, przestało być ważne.

To co jeszcze bardzie szokuje i zastanawia, to fakt że post w którym autor wątku zostaje otwarcie nazwany człowiekiem z problemem psychicznym oraz maniakiem, zyskuje ogromy poklask, ilość - nazwijmy to lajków - rośnie lawinowo. Fajnie jest być nietolerancyjnym i strzałem w zielonego plusa popierać obraźliwy w swojej wymowie post....

W moich oczach Devan jest całkowicie nietolerancyjny dla tekstylnych - to prawda. Ma też tak radykalne poglądy, że ich nie rozumiem. Czy to jest wystarczający powód aby publicznie określić go "chorym psychicznie"? Maniakiem? Dla mnie nie. Ale ja przecierpię... Toleruję jego brak tolerancji.
Widać nie wszyscy tak sądzą.

Tu, na tym forum słowo tolerancja przewija się bardzo często w różnym kontekście, niestety słowo to ma już wyblakły kolor i wystrzępione jak stara szmata brzegi. Trzeba napisać nową tutejszą definicję tolerancji: Tolerancja to poszanowanie poglądów, zachowań i cech innych ludzi, o ile nie odbiegają zbyt daleko od Moich.

Przez duże M.


  • 10


#172189 V Wrocławski Festival Saunowy - 19/20.11.2016

Napisane przez aszu66 , dnia 21 listopad 2016 o 11:12

No i odbyło się. V Sauna Festival przeszedł do historii.

Na początku chciałbym parę słów poświęcić zasadom wstępu na imprezę. Otóż sądzę, że przy renomie, jaką wrocławski festiwal zdobył już w środowisku saunowym, można byłoby już zdecydować się na wprowadzenie specjalnych biletów na te dwa dni i rezygnację z honorowania stałych karnetów. Piszę to poniekąd wbrew własnym interesom, albowiem, jako posiadacz karnetu umożliwiającego codzienny pobyt w Aquaparku bez limitu czasowego, wstęp na festiwal mam jak dotąd zapewniony praktycznie za darmo. Odrębne bilety festiwalowe, rozprowadzane w internetowej przedsprzedaży w cenie rozsądnie wyższej od codziennych wejściówek, znacznie przyczyniły się do poprawy porządku i komfortu saunowania w czasie imprezy. Po pierwsze liczba dostępnych biletów nie powinna wtedy przekraczać pojemności szatni, co ograniczy tłok. Po drugie, wejściówki kupią wtedy przede wszystkim doświadczeni saunowicze, którym nie trzeba tłumaczyć norm zachowania w saunach, a to na pewno podniesie poziom kultury saunowania i nie tylko. Po trzecie, znikną osoby przypadkowe, które często nie rozumieją specyfiki festiwalu i tego, czym różni się od powszedniej działalności Saunarium. Myślę, że większość prawdziwych saunomaniaków nie będzie mieć problemu z zaakceptowaniem takiej specjalnej ceny, skoro płacą ją w różnych miejscach przy okazji zawodów czy nocy saunowych.

A teraz do rzeczy. W moim przekonaniu największym walorem wrocławskich festiwali saunowych jest możliwość obejrzenia w akcji wielu saunamistrzów, różniących się - często bardzo - osobowością, stylem, ulubionymi technikami, gustem muzycznym itd., w warunkach braku rywalizacji, ograniczeń regulaminowych i presji związanej z uczestnictwem w zawodach. Zdarza się też wyjątkowa szansa zobaczenia wspólnych seansów osób, które na co dzień nie mają możliwości współpracy.

Przez te dwa dni obejrzałem ponad dwadzieścia seansów. Pozwólcie proszę, że nie będę omawiał ich wszystkich. Nie oznacza to, że te, o których nie napiszę, nie podobały mi się. Przeciwnie, wszystkie uważam za udane, wszystkie dostarczyły mi wiele przyjemności. Chcę jednak wyróżnić te, które szczególnie zapadły mi w pamięć.

Zarówno pierwszy, jak i ostatni seans całego festiwalu były dziełem Kacpra Danisiewicza. Muszę się przyznać, że to jeden z moich ulubionych saunamistrzów, który doskonale łączy świetne warunki fizyczne i kunszt techniczny z kreatywnością, poczuciem humoru i smakiem artystycznym. Na początek (seans "Odpływamy") zabrał nas w podróż statkiem po Dunaju z Wiednia do Budapesztu, przy dźwiękach muzyki Straussa i Brahmsa. Na zakończenie dwudniowego maratonu z kolei za sprawą Kacpra znaleźliśmy się w półświatku dawnego, warszawskiego Czerniakowa ("Rodem z ferajny"). Przednia zabawa zakończyła się gwałtownym, choć krótkotrwałym huraganem żywego ognia :upal:

Marek Olszewski "Przez morza i oceany". Marek również należy do moich ulubieńców. Żałuję, że tak rzadko mam okazję podziwiać sztukę tego niesłusznie niedocenianego saunamistrza. Jego nastrojowe seanse zawsze powodują, że na kilkanaście minut całkowicie odrywam się od świata pozostałego za drzwiami sauny. Tym razem śledziliśmy trudy życia marynarza epoki wielkich żaglowców. Towarzyszyły temu popularne szanty, a że wiele z nich znam i lubię, nie mogłem się powstrzymać od nucenia, niekoniecznie pod nosem, za co serdecznie przepraszam sąsiadów. Brawo, Marku :brawo:

Gabriela Żymła "Footloose". Cóż tu się rozpisywać - Gabi to Gabi. Nigdy chyba nie przestanę się zdumiewać, gdzie w tej drobnej kobiecie mieści się tyle energii i siły. Wydaje się, że największa sauna wrocławskiego obiektu i tak dla niej jest za mała. Olbrzymi, większy chyba od Gabi ręcznik sprawia wrażenie, jakby poruszał się o własnych siłach, a ona sama - jakby nie sprawiało jej to najmniejszego wysiłku. Mistrzostwo :hi:

Paweł Pawelec "Czarodzielnica". Wszystko to, co powinno zawierać się w dobrym, solidnym seansie saunowym. Od strony technicznej chyba jeden z najbardziej udanych występów na festiwalu :ok:

Mirela Kazuś-Barańska "Na krańcu świata". Widziałem już kilka seansów Mireli i nigdy nie było dwóch podobnych. Zawsze mnie zaskakuje - tym razem kreacją prezentującą codzienne życie kobiety w Afryce. I jak zwykle wrażenie było doskonałe. Co będzie następne? :think:

Daria Muzyczka "Blues Sister", czyli żeńska wersja "Blues Brothers". Co tu pisać - wszystko super. I to nie tylko moje zdanie. Głosy uznania, a wręcz zachwytu słyszałem potem z różnych stron, również od profesjonalistów. To było dobre :brawo:

Chcę też odnotować seanse dwóch uznanych mistrzów, którzy niedawno zrezygnowali z zawodowych występów w saunie - Mariusza Derbina ("Kraken" i "Rest in Peace") i Oskara Kusztala ("Shades"). Obaj przypomnieli, za co zawsze lubiliśmy i ceniliśmy ich sztukę. Mam nadzieję, że to nie była ostatnia szansa, by ich oklaskiwać :brawo:

No i - last but not least - Zbigniew Jończyk i jego wszyscy (liczni) przyjaciele. Muszę się przyznać, że uwielbiam Zbyszka zarówno w saunie, jak i poza nią. Zawsze można się spodziewać doskonałej zabawy i nigdy się zawiedziemy. Z kilku seansów pod jego (tak to chyba trzeba określić) kierownictwem trzeba wymienić dwa. "Filharmonia" - doskonały moim zdaniem pomysł: pięcioro saunamistrzów (Joanna Feifer, Mirela Kazuś-Barańska, Oskar Kusztal, Przemysław Iberszer, Paweł Pawelec) wykonywało swoje partie w "Bolerze" Ravela i "Marszu Radetzky'ego" Straussa Seniora - solo, w "podgrupach" lub wszyscy naraz - jako instrumenty w orkiestrze, na znak dyrygenta, czyli Zbyszka. I "Stasia na Festiwalu" - seans, w którym wzięli udział niemal wszyscy (!) saunamistrzowie uczestniczący w imprezie. Szkoda, że nie było przy tym przedstawicieli Księgi Guinnessa, bo niewykluczone, że w tym momencie został ustanowiony rekord liczby osób współprowadzących jedną ceremonię saunową. Zbyszku, jesteś wielki! :hi:

Jak zwykle, swoją relację z V Sauna Festivalu chcę zakończyć serią podziękowań.

Wszystkim saunamistrzom, których seanse widziałem, i tym, których zobaczyć nie mogłem z braku czasu, siły lub właściwej opaski.

Wszystkim saunomaniakom, starym i nowym znajomym, dzięki którym czas pomiędzy seansami i w trakcie oczekiwania mijał niepostrzeżenie - w szczególności forumowiczom, tym, których mam szczęście znać od dawna, i tym, którzy tego zaszczytu i przyjemności udzielili mi dopiero teraz.

No i wreszcie wszystkim pracownikom Saunarium Aquaparku Wrocław - saunamistrzom, obsłudze baru, kasy, personelowi porządkowemu i ochrony. Nie wolno zapominać, że to, co dla nas było czasem zabawy, dla nich oznaczało dwa dni ciężkiej pracy. I za to należą im się wielkie podziękowania :hi:

To co - spotykamy się na VI Sauna Festivalu, prawda? :bye:


  • 10


#146125 Hotel Sokół w Łańcucie

Napisane przez Saunarka , dnia 30 marzec 2016 o 19:51

Byłam w końcu w Sokole :-)
- Wejście do Hotelu eleganckie, nowoczesne, szatnie luksusowe (damskie i męskie oddzielnie).

- Obsługa oprowadziła, pokazała co gdzie jest, poinformowała o zasadach, że panuje strefa nagości. Z tych informacji zrozumiałam, że w części basenowej JEST się w strojach kąpielowych, a części saunowej NIE. Stroje kąpielowe odwiesza się na wieszaku (stojącym w przejściu) i wchodzi do strefy saunowej. Albo dobrze albo źle powiedzili albo przeinaczyli, bo z forum myślałam, że część basenowa też jest na golaska. No nic, wieszak jeden z kijkami na cztery strony. Więc zagadka: ile pomieści strojów? :-) I jak tu się w przejściu rozbierać ze strojów i przebierać?

- Dają ręcznik i pareo (dostałam sam ręcznik, bo parea się zużyły w czasie świąt i nie zdążyli wyprać. Powinni za to dać 2 ręczniki).

- Wchodzę naga, zawinięta w ich ręcznik (bez stroju, w ręku z drugim swoim ręcznikiem), widzę basen, leżaki, jacuzzi i nastrojowe światło. Na leżakach 2 dziewczyny ok. 20-tki w strojach dwuczęściowych, a w jacuzzi pani chyba ok. 45-tki w stroju jednoczęściowym. Pomyślałam: "Aha, więc to tak... Tekstylia".

- Zrobiłam rundkę dookoła. W saunie suchej leżała para w strojach kąpielowych, ktoś przeszedł korytarzem również w kąpielówkach. Ok. 17:00-19:00 było osób ok. 11 (chyba przewaga kobiet), w tym prawidłowo saunujących (nago) tylko 4 osoby ze mną (ja jedyna z dziewczyn). No może jeszcze ze 2 osoby saunowały się w ręcznikach zawiniętych - to też w sumie prawidłowo w fińskiej. Jak byłam w saunie suchej nago to nikt tekstylny nie wchodził :-) Do sauny parowej praktycznie nikt nie wchodził, bo trzeba było się przecież rozebrać do naga :-) Było trzech panów, którzy korzystali z tej sauny, no i ja (ale nie na raz). W całym kompleksie cały czas przewijali się ludzie 95% w strojach kąpielowych, 5% owiniętych w ręcznikach. Postanowiłam zaczerpnąć kąpieli w jacuzzi, czekałam na leżaku aż tekstylni wyjdą. No i sruu ręcznik na leżak i na golaska w bąbelki. Widziałam oczy przechodniów, tak jakby chodziło o to, że jestem "nago", piersi widać :-) Potem nazbierało się ludzi na leżakach w strojach kąpielowych i ani jak wyjść z jacuzzi. Człowiek skrępowany :-( Czekałam aż ludzie na wprost znikną żeby wyjść. Poświeciłam tyłkiem jedynie ludziom z tyłu. Później czaiłam się jak wejść nago do basenu, na leżaku była chyba 1 czy 2 osoby (tekstylne). W końcu zebrałam się na odwagę, odwiesiłam ręcznik i weszłam nago do basenu. Ot taki to relkas jak człowiek czai się, kombinuje... Po jakimś czasie (ok. 19:00-20:00) trochę się zrobiło luźno, ludzie poopuszczali kompleks. Myślałam, że w nocy będzie najwięcej ludzi. Jedni wyszli, drudzy przyszli, oczywiśćie tekstylni m. in. dwóch mężczyzn ok. 30-tki w luźnych, plażowych szortach po kolana. No i tak to widziałam tekstylnych w basenie, w jacuzzi, w saunach suchych, a co mnie zaskoczyło to jak ci dwaj w szortach weszli do sauny parowej ...w szortach :-( Klapki zostawili przed sauną, a gacie na d*** wzieli ze sobą :-D Na odwrót z zasadami, bo w klapkach można, a w gaciach nie. Dobrze, że już byłam po seansach parowych, bo poczułam taki niesmak, "wstręt" :-( Nawet gdyby po takiej saunie taka "ubrana" osoba poszła pod prysznic to i tak wiadomo, że pod prysznicem szortów po kolana z potu nie upierze. A potem do jacuzzi lub basenu. I woda ma taki a nie inny "zapach" lub tłustą konsystencję :-( A co najgorsze, to że obsługa często przechodziła po obiekcie, ale nie w celu pilnowania zasad tylko po prostu musiała przejść między zapleczami. W ogóle nie zwracała i nie reagowała na tekstylnych w części saunowej, przebywających w saunach, a zwłaszcza parowej. Aha, poszłam jeszcze do "izby" wypoczynku. Same leżaki, dwie podgrzewane kamienne leżanki i za kurtyną dwie kozetki do opalania. Opalała się jakaś para w strojach kąpielowych, na oczach ochronne okularki, na suficie fioletowe światło. Leżąc obok na kamiennej leżance zdecydowałam się zrezygnować z tej słonecznej łąki. Zapach w tym pomieszczeniu był najmniej miły no i zobaczyłam, że to wygląda jak solarium. Ja w solarium nigdy nie byłam i nie zamierzam chodzić. Wyszłam. I tak to wyglądał mój pierwszy raz w SOKOLE :-)

- A teraz wypiszę wady i zalety. Po jednym razie trudno ocenić, musiałabym wybrać się jeszcze żeby mieć pewny opis, ale spróbuję...

1) Szatnia, toalety - pięknie i czysto! Choć może mi się zdawać, że w szatni było trochę za chłodno, jak się chodziło do toalety. Szafki zamykane na zegarki, dostępne suszarki do włosów, które super suszą.

2) Sauna parowa - strzał w 10-tkę! Ogromna, ciemne nastrojowe światło, na suficie diody niczym gwiazdy - zmieniające kolor, przyjemny zapach.

3) Sauna saunarium - nie znam tego typu. Byłam raz i było w niej bardzo gorąco, jak w suchej, ale pieca nie ma tam. Później widziałam dużo pary i zaparowane drzwi. Trochę mała.

4) Sauna fińska - dla mnie za gorąca. Mała, brakuje mi dolnych półek. Zaleta - podłoga nie parzy.

5) Suna INFRARED - konfesjonał :-) Byłam raz na chwilę. To tak jakby otworzyć drzwi do piwnicy, a tam dwa schodki tylko w górę, a nie w dół :-) Na szerokość drzwi. Najlepiej to usiąść, na wprost zaraz przy twarzy są drzwi szklane i można wystawić "przedstawienie" ;-) No i jest tam bardzo jasno.

6) Jacuzzi - fajne, duże, można długo siedzieć, bo woda nie jest gorąca i nie dusi.

7) Basen - duży, z hydromasażami, ale jak dla mnie to woda w nim jest za zimna. Pływałam i mimo to miałam gęsią skórkę.

8) Leżaki - są OK, jest gdzie poleżeć, miękko i wygodnie.

9) Pokój wypoczynku + słoneczna łąka - Nie mam jeszcze zdania co do leżaków tam ustawionych, mógłby być jakiś przyjemny aromat. No, a ta słoneczna łąka to dla mnie zbędna, ale wiem, że inni chętnie korzystają - więc OK! Ja wyobrażałam sobie ją inaczej :-) Że to jakiś pasaż lub pomieszczenie np. z leżakami i całe jest oświetlone żółtym słonecznym światłem (lampą), który niby to opala. A to zwykłe solarium. Po prostu mam ogromną wyobraźnię :-)

10) Prysznice - mogą być, jest bania-basenik z zimną wodą, normalny prysznic (z regulowaną temp.), kubeł z zimną wodą, deszczownica z zimną wodą i chyba jeszcze jedna też z zimną wodą. Nie jestem pewna ale chyba tylko jeden prysznic ma regulowaną temperaturę. Mogę się mylić więc sprostujcie :-) Ogólnie czego mi brakuje w części prysznicowej - koloru, jakiś przytulny ciepły odcień. Korytarz i ścianki są w kolorze jasnoszarym i wydają się chłodne i zimne.

11) Barek - znajduje się w rogu korytarza. Nie wiem czy on działa, ktoś obsługuje. Jest tam dystrybutor z wodą i dwoma krzesłami barowymi. Można usiąść i coś skonsumować :-)

12) Brakuje mi zegara. Powinno być ich tam kilka, nie wiadomo ile człowiek siedzi w basenie, ile na leżaku wypoczywa i czy jest dzień czy noc :-) Chociaż jeden w głównej części basenowej! Brakuje mi również wywieszek przy saunach z informacją o temperaturze, wilgotnością, + ew. jakieś informacje dot. czasu przebywania.

13) * Poprawność saunowania - 0 punktów (przez cały mój pobyt 5 osób na ok. 15 poprawnie saunowało),

* reakcja obsługi na tekstylia w saunach - 0 reakcji,

* czy polecam obiekt jeśli ktoś chce poprawnie saunować i wypocząć - nie polecam, albo polecam tylko źle trafiłam,

* czy jeszcze skorzystam - raczej nie będę się tam pchać, ale może kiedyś jakbym była w tych rejonach i jak trafię na "poprawne..." :-)

Ogólnie obiekt jest piękny, warunki bardzo dobre, dobra cena, bez limitu, czysto i świeżo i szkoda by było gdyby nie przestrzegane byłyby zasady poprawnego saunowania i obsługa mogłaby reagować i egzekwować (np. jak w innych saunariach - grzecznie wypraszać). Albo to będzie obiekt poprawnego saunowania albo tekstylnego. Jeśli tu będą obie formy - to zgadzam się, że nic dobrego z tego nie wyniknie i obiekt spadnie w rankingach. Oczywiście nie można nikomu nakazać ściągać majtki w saunie - ale to już sprawa obiektu, obsługi czy chce obiekt ogólnodostępny czy renomowany. Bo teraz trochę jest tak jakby te sauny i baseny były przy jakiejś hali sportowej :-)

Dla mnie na razie numerem 1 jest Aqua Lublin - zakaz wstępu w strojach kąpielowych i obsługa bardzo pilnuje zasad. Na początku mnie to oburzyło jak się dowiedziałam, ale teraz (po wejściu w tajniki saunowania) wiem że tak powinno być i tak jest dobrze! 100 razy lepiej się czuję, swobodniej, luźniej gdy dookoła wszyscy są nago. Nikt nikogo nie krępuje, nie zwraca uwagi. Natomiast w "mieszanym" towarzystwie - żaden relaks :-(

Mam nadzieję, że wyczerpująco opisałam swój pierwszy raz :-)

Pozdrawiam Saunowiczów!!!


  • 10


#108811 LifeAge w Chorzowie [ST]

Napisane przez Łukasz , dnia 17 marzec 2015 o 08:41

Prawdziwy saunamistrz nie może mieć rozdwojenia jaźni. Jeśli jest mistrzem, nie będzie brał udziału w tym procederze.

Nakman z przykrością muszę stwierdzić, że bardzo obraziłeś Adasia :( nie każdy ma taki komfort jak ja i Seba, że praca w saunie to jego drugi etat. My możemy robić to co kochamy zgodnie z naszym sumieniem i przekonaniem, bo nawet jeżeli dojdzie do takiej sytuacji jak w LA mamy świadomość, że zębów w tynk nie będziemy musieli wbijać i poradzimy sobie jakoś. Adaś ma żonę i dwie córeczki na utrzymaniu i na takie coś nie może sobie pozwolić... Adaś doskonale wie, że nie jest najlepszym saunamistrzem w Polsce i ma tego pełną świadomość. Każde z nas wielokrotnie oburzało się o "magiczne" stwierdzenie "NAJ" :szlag: Najlepszy team, najlepsze saunarium itd... Doskonale wiedzieliśmy, że tak nie jest, ale każdorazowa próba wyrażenia naszych obiekcji względem tego przynosiła nam więcej problemów niż pożytku z tego... On nic nie może, robi już coś wbrew sobie, nie ma uśmiechu na twarzy wchodząc do sauny i przede wszystkim sił żeby dokończyć seans :( A wielokrotnie mówiłem, że jeżeli nie będzie nas więcej to ludzie się wypalą i stracą radość z naszej pracy... ale oczywiście grochem o ścianę.. Góra wie lepiej!! Jeżeli oni nawet starożytnych dali radę poubierać, to o czym my tu mówimy... Kończąc ten wywód mam nadzieję, że Adaś to wytrzyma i nie zniechęci się do końca bo wtedy stracimy saunamistrza który, w najkrótszym czasie osiągnął najwięcej w Polsce!! A to już jest niewątpliwy fakt.

 

Dla rozluźnienia... Nasi kochani pionierzy świata saunowego zgłosili nasze zdjęcie z Sebą do władz fb jako, że szerzymy nagość i pornografie w sieci... buahahaha :mur: po kilku godzinach władze fb odpisały mi, że zdjęcie nie narusza regulaminu w żadnym stopniu i nie zostanie usunięte. Także poniosła ich mocno fantazja, ale niestety dla nich cenzurę mogą szerzyć jedynie na swojej tablicy... a nas pocałować najgłębiej gdzie tylko dadzą radę dopatrzeć się pornografii.


  • 10


#93989 Aquadrom Ruda Śląska 2014

Napisane przez niu , dnia 21 październik 2014 o 22:13

NOC SAUNOWA - WEHIKUŁ CZASU
Informacja o nocy saunowej pojawiła się jak zwykle bardziej nieoficjalnie niż oficjalnie. Ale to tylko szczegół – ważne jest to, że trzeba było tam być.
Przetestowałem po raz pierwszy płatność przelewem i powiem Wam, że wszystko było sprawne, proste i prawie przyjemne.

Dojechałem na noc dopiero po 21:00 i zostałem zakwaterowany tak samo jak Poprawne – w gustownej szatni Kubusia Puchatka. Ale, jako że było to moje już drugie podejście do stumilowego lasu, nie oponowałem – tylko grzecznie przebrałem się i udałem się na dół. Tym razem nie było już zgrzytu na bramkach – chyba moja magnetyczna siła psująca za każdym razem te potwornie upierdliwe „systemy otwierające” się wyczerpała – już nie będę się czuł jak Magneto...

Wejście do saunarium przebiegało normalnie, swojsko, by nie rzec aseptycznie. Nic nie zapowiadało rewelacji – aż tu moim oczom ukazało się pomieszczenie przesyłowni nr2 wyposażone w dziwne ustrojstwa, kable, światełka. Do odważnych świat należy więc wkroczyłem na działo, i się zadziało! Usłyszałem tylko zduszone „ENERGIZE!!!”, coś mną poszarpało, i znalazłem się na statku kosmicznym SAUNARIUM 2105 (statku kosmicznym zdolnym do podróży w czasie)!

Czego tam nie było:
- zmęczony życiem robot (podobno odpowie na każde pytanie i może od ich natłoku był taki niemrawy);
- kantyna z dziwnymi zakręconymi i wstrząsanymi potrawami;
- mostek kapitański na podwyższeniu chłodzony lodem;
- silniki i wszędobylskie okablowanie (widać, że statek przeżył już trochę przygód w kwadrancie alfa);
a na ścianach/ekranach mogliśmy obserwować (laserowo wyświetlane) jak zmienia się kosmiczne otoczenie – mijaliśmy co chwilę jakąś gwiazdę, mgławicę, czasami wpadaliśmy w tunel podprzestrzenny.

Pierwsze niezgrabne kroki poczyniłem w kierunku kantyny – (wiadomo, podróże poprawiają apetyt) i zostałem otoczony znajomymi uśmiechniętymi twarzami. Spokój i relaks nie trwał długo – otrzymałem pierwsze polecenie służbowe by zdobyć pomarańczową opaskę/komunikator! Zadanie, przy pomocy Mr Arctica, wykonałem śpiewająco – i rozpoczęła się rewelacyjna, czasami mrożąca krew w żyłach, przygoda!
Jeszcze dla rozgrzewki, przed startem naszego statku, dotarliśmy do biosauny na bardzo roztańczony seans Angeli – widać, że taniec jest dla niej wszystkim. Bardzo rytmiczny, ciepły i przyjemny seans – aż trudno uwierzyć, że była to tylko biosauna a nie pomieszczenia głównej maszynowni na statku. Jako rozgrzewka seans sprawdził się wybornie – humory współzałogantom dopisywały, zgrabnie podsycane przez kierującą ruchem Angelę.

Sygnał komunikatora dał znać, że wybiła 22:00 czasu gwiezdnego. Kapitan Marceli wraz z pierwszym oficerem Gabrysią i nawigatorem Łukaszem powitali nas wszystkich na statku - w kilku słowach opisując nasze wspólne zadanie: misję uratowania naszej matki Ziemi! Dowiedzieliśmy się, że satelita NASA wychwycił sygnał nadany z przyszłości. Po odpowiednim przetworzeniu i oczyszczeniu uznano go za audycję radiową nadawaną w … przyszłości podczas inwazji obcych na Ziemię. Potraktowano to jako poważny apel ostrzegawczy nadany z przyszłości i rozpoczęto przygotowania mające na celu uniknięcie podobnej katastrofy. Wybudowano statek kosmiczny zdolny do podróży w czasie. Wybrano kapitana, pierwszego i pozostałych członków załogi – wszystkich zdeterminowanych by podjąć wyzwanie rzucone przez naukowców NASA. Tak się rozpoczęła wyprawa w nieznane poprzez czas i przestrzeń, by zbadać prawdziwy los rasy ludzkiej.

Na sygnał kapitana statek zaczął emitować tachiony i wytwarzać wokół siebie stabilne pole temporalne – utworzył się niewielki tunel czasoprzestrzenny, który przerzucił nas kilkadziesiąt tysięcy lat wstecz by pośród dzikiej pierwotnej przyrody obserwować ile wysiłku i trudu włożyła ludzkość by zbudować potężną i dojrzałą cywilizację. Były to czasy walki o ogień, pożywienie i kobiety! Były to czasy gdy jedynym światłem w nocy były gwiazdy i księżyc. Były to czasy gdy raz rozpalony ogień należało czcić, pilnować go i opiekować się nim bo ponowne skrzesanie ognia i rozpalenie ogniska czasami wymagało potwornego wysiłku – czego byliśmy świadkami.
Sebastianus (ładnie nazwany tak przez Poprawne – bo sam z siebie to wydawał tylko potępieńcze dźwięki nieprzypominające mowy) po upolowaniu białogłowy (kudłatogłowy), chciał ją pewnie zaprosić na wspólną kolację przy ogniu, tyle że ognień mu zgasł... Białogłowa prychnęła i poszła czekać na kolejne upolowanie a nasz zawzięty Sebastianus usiadł na podłodze i krzesał. I krzesał. I krzesał... co chwilę wydając z gardzieli ryki i pohrząkiwania dobitnie świadczące o jego irytacji. Aż tu nagle dobra wróżka włączyła przewód do kontaktu i ognisko rozgorzało czerwonością. Radości było co niemiara! Taniec ognia! Tyle że ogień trzeba podtrzymywać i nasz bohater, nauczony doświadczeniem zaczął dmuchać i chuchać byleby tylko płomień dalej gorzał. Impulsy nerwowe w jego mózgu już rozpoczęły swój powolny pochód od neandertalczyka ku homo sapiens, a nawet homo superior – więc dobre pomysły coraz częściej pojawiały się w głowie Sebastianusa! Co lepiej pomaga przy rozpalaniu ognia od chuchania i dmuchania? Latająca resztka z antylopy lub innego zwierzęcia! Tak więc ta kudłata resztka jakiegoś zwierzęcia znalazła się w sprawnych dłoniach praprzodka i rozpoczął się taniec wywijaniec – a ogień buchał! Już nie było strachu, że nagle zgaśnie! Myśleliśmy, że okrzyki radości zwabią ku Sebasrianusowi białogłowę – ale ona wolała chyba cały czas czekać na kolejnego brutalnego apsztyfikanta.
Seans był bardzo spójny, gorący i ukazujący wszystkim, że nie tylko ręcznik potrafi wzniecić ogień w saunie! A jak do tego dodamy mój uwielbiany zespół Dead Can Dance – to banan na twarzy nie ma prawa zniknąć.


Powrót do teraźniejszości. Ale gdzie jest ta teraźniejszość? Może to już przeszłość? Może przyszłość? Nikt nic nie wie – więc wysłaliśmy zapytanie poprzez komunikator do nawigatora. W oczekiwaniu na odpowiedź udaliśmy się do holodeku, włączyliśmy program „basen zewnętrzny/ szalona tuba” i zmasakrowaliśmy nasze biedne mięśnie. Ale warto było! W życiu bym nie powiedział, że Edi ma taką parę w sobie! Toż to dynamit!

Przekąska wegetariańska – owoce i warzywa oblane sosem jogurtowo-czosnkowym. Smaczne i chrupiące.

W międzyczasie otrzymaliśmy odpowiedź, że statek aktualnie znajduje się na terenie ziemi niczyjej i czasu niczyjego – ale komputery już kończą obliczenia do ponownego skoku czasoprzestrzennego. Niestety nawet komputery kwantowe czasem się przegrzewają (nie ma się co dziwić – bo atmosfera na statku była bardzo gorąca) – i znowu nie udało się dotrzeć do przyszłości! Wylądowaliśmy wśród kolorowego tłumu w roku 1969. Podróżnicy, którzy wysiedli tego dnia ze statku zrozumieli do czego może prowadzić życie w dostatniej cywilizacji. „Jedni zobaczyli upadłe marzenie pokoju, degenerację i narastające poniżenie ludzkości. A drudzy zobaczyli konia!”.

Ludzie z tego okresu nie dziwili się niczemu – nawet pojawieniu się wielkiego statku w pobliżu farmy niejakiego Maxa Yasgura. Po chwili dowiedzieliśmy się dlaczego – wszyscy byli pod wpływem ciekawych substancji. A że będąc wśród wron należy krakać jak i one, poczęstowaliśmy się podsuwanymi pod nos kartonikami. Do teraz nie wiem, które były lepsze – jasne czy ciemne. Ważne jest to że działały szybko. Najpierw była ciemność, potem śmiech a później cały sufit sauny eksplodował kolorami!!!
Ada przeprowadziła delikatny seans dzieciokwiatowy. Muzyka, dźwięki, odgłosy a co najważniejsze projekcje na suficie (genialny pomysł) zrelaksował nas bardzo. To nic że dźwięki czasami się urywały, to nic że niektórzy widzieli konia a jeszcze inni go gonili. To nic, że kwiaty rosną do góry a czasami w dół. To nic że dym przecieka przez palce. Był odjazd, czad i omamy! I niebieskie lenonki!
http://www.youtube.com/watch?v=N-aK6JnyFmk
Jendyny (jeszcze) trzeźwomyślący wśród nas czyli kapitan podjął decyzję o awaryjnym starcie statku! Przetransportował nas do kantyny. Tam podano nam środki „anty”, nakarmiono tortilami i wysłano ponownie do holodeku aby spalić nadmiar energii. Program „basen zewnętrzny/świecące balony” był już aktywny! Ach, co to była za wojna na balony! Bajer, czad i rozpierducha!

Kolejny skok w tunel wreszcie się komputerom udał! Doatrliśmy do przyszłości!
Ale ja osobiście chyba wolałbym takiej przyszłości nie oglądać. Ekran ukazał nam totalną zagładę Ziemi. Wielki grzyb nuklearny urósł nad naszymi głowami i pochłonął ludzkość. Ziemia była skażona... woda, powietrze i ziemia niosły ze sobą zagładę.

____
Ale o tej i dalszych przygodach statku SAUNARIUM 2015 w następnej części...
Powyższy tekst zawiera fragmenty oficjalnego komunikatu Kapitana Marcelego, który otrzymaliśmy wszyscy przy wyjściu z AD.
  • 9


#70946 Samotni panowie szukający wrażeń w saunach

Napisane przez Nakman , dnia 20 styczeń 2014 o 17:39

Przeglądając ten temat, napiszę co o tym myślę, gdyż temat jest bardzo spłycony i może być powodem do podejrzliwego patrzenia na wszystkich samotnych panów w saunach. Sprawa jest bardziej złożona, jak zaobserwowałem, pojawia się też wiele sprzeczności i komicznych niekonsekwencji. Np. jeśli ktoś pisze, że do sauny nie przychodzi, aby podglądać i przypatrywać się innym, to jakim sposobem widzi on nieodpowiednie w/g niego zachowania innych? Jeśli nie patrzycie na innych, to skąd wiecie, że facetowi np. stanął i że koniecznie musi on opuścić saunę? Kto okreslił czas( w sekundach czy minutach) jaki można się patrzeć na inną osobę, żeby nie było to podglądaniem? Przychodząc do saunarium, wyrażam zgodę, że mogę być widziany nago przez innych saunowiczów i że ja też mogę być" narażony"na widok innych nagich osób. Jesli ktoś przychodzi rzeczywiście zrelaksować się, to będzie się skupiał na sobie a nie na innych i nie będzie nerwowo obserwował, oceniał, szukłał podejrzanych typów. Współczuję takim osobom, bo ja albo bym wcale nie przychodził albo staram się nie przejmować za dużo tym co w/g mnie odbiega od normy.
Saunowanie nago w oczach większości Polaków też odbiega od normy i jest dewiacją. Dlaczego my, którzy sami jestesmy tak postrzegani próbujemy narzucać innum saunującym swoje warunki? Jesteśmy przewrażliwieni, podejrzliwi i to my jestesmy smutni, a nie tylko samotni smutni panowie. Oczywiśćie nie chcę bagatelizować problemu, bo zdecydowanie jest to wkurzające, jak ktoś się na kogoś nachalnie i długo gapi lub łazi mu za d... Jednak problem ten jest bardzo złożony i można tu wyróżnić wiele przypadków.
Po pierwsze- nie każdy kto spogląda (oby nie nachalnie i nie za długo, ale to sprawa względna), na inną osobę w saunie, od razu patrzy jak na obiekt seksualny. Można też spojrzeć jak na ładną istotę ludzką, która ma atrakcyjny wygląd i zadbane ciało. Podobnie jak nie każdy, któ podziwia dzieło sztuki w muzeum, chce je wziąć do domu, tak też nie każdy kto spogląda np. na ładną dziewczynę, od razu chce iść z nią do łóżka.
Po drugie- dla mnie jest rzeczą nienaturalną i nie ma takiego obowiązku, żeby wszyscy siedzieli z oczami zamkniętymi lub patrzyli się w sufit. Podobnie można patrzyć się na ładną dziewczynę np. w autobusie czy na ulicy. A wiele kobiet same robi wszystko, poprzez skąpy ubiór, żeby się na nie patrzeć i mają z tego satysfakcję, że faceci się na nie gapią, mają poczucie swojej wartości, imponuje im to. Dlatego mentalność facetów, zwłaszcza początkujących saunowiczów przenosi to równiez do sauny, myśląc, że jeśli kobieta jest nago, to może chce, żeby ję podziwiano. Osobiście uważam, że jeśli są takie panie, to są to wyjatki, niemniej jedkak...
Po trzecie- zauwazyłem, że zdarzają się takie panie, które bardzo swobodnie saunują leżąc lub podkurczając nogi i pomimo, że widzą, iż niektórzy faceci się gapią, one nie przejmują się tym. Być może tym kobietom to odpowiada lub nie przeszkafdza. I takie panie zdarzają się również w parach, obok męża.
Po czwarte- zauwazyłem, że niektóre panie (zdecydowanie mniej niż faceci), lubią gapić się na facetów nago, tylko robią to w bardziej subtelny sposób, zerkając ukradkiem, mrużąc częsciowo oczy. I to są również panie w parach, nago a zwłaszcza opatulone. Panie lubią jednak popatrzeć na całokształt ciała a nie tylko na wybrane elementy, niemniej fakt jest faktem.
Po piąte- między kobietą a meżczyzną, wytwarza się napięcie seksualne. Jest to cecha wrodzona, naturalna, jeśli ktoś jej nie ma, cierpi na tak zwany zespół oziębłośći płciowej. Ta cecha sprawia, że widząc przystojnego faceta lub odpowiednio -atrakcyjną panią, szybiej zaczyna bić serce, samopoczucie się poprawia, a nawet mogą wystąpić oznaki podniecenia seksualnego. To jest sprawa naturalna i tym bardziej w takich okolicznościach jak np. w saunie wsród nagich osób, może to się potęgować. Dlatego nie należy robić tragedii i posądzać o brak godności kogoś, u którego zadziałała chemia. Oczywiście oprócz tej podświadomej reakcji, mamy jeszcze świadomośc i możliwość opanowania, wytłumienia takiej reakcji, mamy rozum.
Po szóste- samotni panowie, to również panowie w parach, którzy np. dziś przyszki sami, bo żona była chora lub poszła do pracy.
Tacy panowie moga się zachowywać różnie i to nie ma znaczenia, czy dziś, czy w ogóle są samotni. Niektórzy wyrywając się z pod opieki żony (lub męża) zachowują się inaczej niż byliby razem.
Po siódme- nie prawdą jest jakoby panowie (lub panie) w parach byli poza kręgiem podejrzeń, jeśli chodzi o podglądanie. To właśnie bycie w parze, u boku żony (lub męża), może być często uprawnieniem do gapienia się na kogo się chce i ile. A nieświadome, podglądane panie (lub panowie), myślą że jak siedzi naprzeciw para, to są bezpieczne.
Po óśme- są sytuacje, gdzie ludzie są oglądani do woli przez wszystkich, jak np. podczas dużej ilości ludzi i kolejki pod prysznic, w czasie rytuałów (z peelingiem lub inną maseczką), w czasie mijania się wchodząc do basenów, beczki. Nie sposób jest w takich sytuacjach nie natknąć się wzrokiem na nagą osobę. Trudno, żeby wtedy odwracać wzrok. Wtedy wielu osobom nie przeszkadza, że się na nie ktoś spojrzy a w saunie to już przeszkadza. Albo jestem nago i nie wstydzę się albo nie jestem nago w żadnej sytuacji.
Nie rozumiem tego wybiórczego wstydu.
Po dziewiąte- sauna w/g kultury np, skandynawskiej jest miejscem spotkań towarzyskich i rozmów. My oczekujemy zawsze grobowej ciszy. Ludzie prowadząc cichą konwersację i będąc nago, trudno, żeby nie patrzyli na siebie. Wiele osób też zawarło w saunach znajomości, najpierw przypatrując się sobie a później zaczynając rozmowę. I dziś są już parą.
Po dziesiąte- jestem przeciwnikiem dyskryminacji kogokolwiejk w saunarium publicznym, tylko dlatego, że jest singlem lub singielką, i postrzeganiu go jako podejrzanego. Ja sam singlem nie jestem, ale każdy "sparowany" może nim zostać, czy tego chce, czy nie.
Na tym zakończę przydługi wywód psychologiczny.
  • 9


#198418 Tygodniowy turnus nad morzem w ośrodku tylko dla Naturystów?

Napisane przez magissa , dnia 24 sierpień 2017 o 21:12

Pozdrawiamy tych którzy nie mogli.... 

Załączone pliki


  • 9


#185361 Sante Warszawa

Napisane przez magissa , dnia 05 kwiecień 2017 o 15:14

Słowo wstępu. W Sante nie bywam często a ostatnio sauny mi odpadły prawie całkiem z dwóch powodów - głównym jest brak czasu, drugim warunki finansowe-kasa idzie na cos innego. Bardzo dobrze pamiętam jednak ze swoich pobytów, iż ludzie zawsze zachowywali się tam poprawnie i było zawsze bardzo miło. aha - na plaże i do sauny chodzę najczęściej sama, jestem singlem i żeby dla tych co nie wiedzą płeć ma kobieta.

 

Głowny wątek. Czytając ostatnie posty zachwalające i popierające decyzję Sante o zrobieniu dwóch wieczorów naturystycznych tylko dla par wk.....am się na full. Gdzie ja żyje? W chorym kraju gdzie prawem głównym jest dyskryminacja? Tak, dyskryminacją nazywam zrobienie dwóch jedynych naturystycznych wieczorów tylko dla par. 

 

Dyskryminacja w prawie międzynarodowym Cyt: "(...)Deklaracja Filadelfijska z 1944 głosi wszystkie istoty ludzkie, bez różnicy rasy, wierzenia lub płci mają prawo dążyć do swego postępu materialnego i rozwoju umysłowego w warunkach wolności i godności, bezpieczeństwa gospodarczego i z równymi widokami powodzenia;

Powszechna deklaracja praw człowieka z 1948 głosi Każda osoba jest uprawniona do korzystania ze wszystkich praw i wolności ogłoszonych w niniejszej Deklaracji bez jakiejkolwiek różnicy, zwłaszcza ze względu na rasę, kolor skóry, płeć, język, religię, poglądy polityczne lub jakiekolwiek inne, pochodzenie narodowe lub społeczne, majątek, urodzenie lub jakąkolwiek inną sytuację.

Konwencje genewskie z 1949 nakazują traktować jeńców, rannych, rozbitków i ludność bez czynienia różnicy na niekorzyść z powodu rasy, koloru skóry, religii lub wiary, płci, urodzenia lub majątku ani z żadnych innych analogicznych powodów. Dwa Protokoły Dodatkowe z 1977 zabraniają czynienia różnic na niekorzyść z powodu rasy, koloru skóry, płci, języka, religii lub wiary, poglądów politycznych lub innych, narodowości lub pochodzenia społecznego, majątku, urodzenia lub innych sytuacji albo jakichkolwiek innych podobnych kryteriów.(...)

Konstytucja RP (Dz.U. 1997 nr 78 poz. 483) Art 32 par. 2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.

 

W tym wypadku single są dyskryminowani. Wszyscy bez wyjątku. Nie masz pary, jestes sam = jesteś gorszy i nie wejdziesz. Nie zgadzam się z tym. Gorąco protestuję i zawsze będę protestować. Nie wolno karać i dyskryminować całej grupy ludzi za wyskoki kilku jej przedstawicieli! Gdyby tak było, żadnych par nie powinno się wpuszczać na plaże naturystów bo kilka z nich uprawiało na takich plażach seks! Jak by wam się to kochani sparowani podobało? Podnieslibyście wrzask nie z tej ziemi! Ale tutaj tylko przyklaskujecie. Parafrazując co tu ktoś napisał: jak chcecie wieczór tylko dla par to sobie wynajmijcie do prywatnego użytku sauny i sprzedawajcie bilety tylko parom, a i koniecznie sprawdzajcie czy sa to aby pary męsko-damskie!  Bo nie daj bosze jakaś para pan-pan albo pani-pani się wam trafi i co wtedy?

Zamiast wymagać od obiektu ostrzejszej reakcji na złe zachowania, samemu przestać dawać ciche przyzwolenie na takie zachowania ("nie chciałem robić awantury") to dla was najprostszą reakcją jest wykrzyczeć "żądamy dnia tylko dla par! Bo wszystkie single są be, wszyscy panowie bez uwiązanej ich ramienia damy są zboczeńcami, a każdy kto ma oczy od razu MUSI się wgapiać w towarzyszącą wam damę. Bo ona taka jedna jedyna w swoim rodzaju, cud chodzący na dwóch nogach normalnie (nie obrażam tutaj pań,uważam że każda jest jedyna, wyjatkowa i piękna) że żaden facet jej nie przepuści i każdy się na jej widok ślini. Uprzejmie informuję, iz wiekszość singli płci męskiej (i osób które w danej chwili przyszły same) to jednak nie wyposzczeni neandertalczycy ktorzy nigdy nie widzieli kobiety, a całkiem normalni faceci idący na saunę odpocząć, którzy mają głęboko gdzieś szanowne damy i szanownych gentelmenów którzy przyszli tam w parach. Szanowni małżonkowie szanownych dam, którzy tak strasznie krzyczycie o dzień tylko dla par - jeśli jesteście mężczyznami to spacyfikujcie gdzieś w ciemnym kącie danego delikwenta który się tak ślini na widok waszej piękniejszej połowy że toniecie w tej jego ślinie, a nie dyksryminujecie wszystkich innych żądając przywilejów dla siebie, kosztem innych ludzi. Tak, single i osoby które z róznych przyczyn przychodzą same to też LUDZIE i mają swoje uczucia i prawa. Czuję się obrażona, dykryminowana i chyba mam większe jaja niz wy szanowni panowie z par co to chcą "dnia tylko dla par", bo gdy widzę takie zachowanie jak to co was tak oburzyło potrafię się przeciwstawić i zrobic awanturę jeśli trzeba, a nie kryję się  tchórzliwie i dyskryminuję całą grupę ludzi. Wstyd panowie. Normalnie wstyd!

 

No. Wybuchłam.


  • 9


#183948 Chochołowskie Termy

Napisane przez Agata&Bartek , dnia 22 marzec 2017 o 12:48

Organizacja była bardzo dobra i myślę, że więcej w tym zasługi Bartka niż obsługi ChT samej w sobie

To nie tak do końca :) Ja zaproponowałem pomoc,a oni ją przyjęli,bo tak jak napisałem w recenzji na stronie,to ekipa otwarta na uwagi,propozycje ,a że młoda stażem i doświadczeniem w tego typu imprezach,oprócz Marcina,to i pomoc przyjęli. Obiekt,tak jak Devan wspomniał jasny,radosny wręcz,tak jak i ekipa tam pracująca,a co za tym idzie i radość sprawia pomaganie takim osobom :) Swoje uwagi i propozycje przekazałem,a cała ekipa konsultowała je z osobami decyzyjnymi i zgodzili się abym brał czynny udział w najbardziej stresującej i absorbującej czas czynności tzn ogarnianiu wpuszczania osób na seanse. Każdy z nich tam wykonał kawał solidnej i ciężkiej roboty,która nie zawsze była tak widoczna jak samo wpuszczanie,bo mniej kontaktowa z publicznością po prostu. Dodatkowo trzy osoby z obsługi startowały w zawodach,co jest dodatkowym stresem i dodatkową pracą,więc i dodatkowa pomoc im się przydała. Przyznam,że w sobotę byłem po wszystkim tak zmęczony,że chciałem iść tylko spać,ale gdybym jeszcze raz dostał zielone światło przy pomocy w organizacji to na pewno bym się tego podjął,poprawiając parę rzeczy :) I w sumie to chciałbym podziękować całej obsłudze za to,że są otwarci na sugestie i zaufali mi,Agacie i dwóm siostrom z Wadowic  :dzieki:   w pewnych kwestiach organizacyjnych  :brawo:


  • 9


#144009 Opolskie spotkania saunowe 2015-2016

Napisane przez E&B , dnia 04 marzec 2016 o 21:06

ja nie wiem dlaczego zawsze ktoś ma jakiś problem, a już szczególnie wobec kogoś, kto potrafi coś zorganizować - zawsze jakieś "ale" się znajdzie.

 

spotkania zorganizowali Michał i Mateusz i to oni negocjują warunki z właścicielem i  ustalają reguły. Nie rozumiem w ogóle tej dyskusji.

 

Jeśli komuś się to nie podoba, to przecież może sam zorganizować odrębne spotkania:

możliwości jest wiele, dzielić się można na wiele sposobów:

w piątek spotkamy się my -  saunowicze -naturyści, proponuję w poniedziałek spotkania saunowiczów- mechanikow, we wtorek saunowiczów - elektryków, we środę saunowiczów- piekarzy, w czwartek saunowiczów- innych niż zawody wymienione wcześniej a w niedzielę saunowiczów- niezadowolonych że przez cały tydzień jakieś zorganizowane grupy mają swoje spotkania.

Niech organizator każdej grupy na swoim zawodowym forum ogłosi termin spotkania i rozkręca imprezę.

 

I ja od razu chcę zaprotestować przeciwko poniedziałkowym spotkaniom saunowiczom-mechanikom - dlaczego wtedy mają spotkanie tylko mechanicy ???  Nie pracuję w tym zawodzie ale mam auto i coś tam czasami przy nim naprawiam więc coś tam z mechanika mam. Do sauny też chodzę więc dlaczego oni mają spotkania tylko dla siebie i mniej za nie zapłacą? też przyjdę i chcę mieć taniej. Nie mam zamiaru rejestrować się na forum mechaników i tam cokolwiek pisać, nie jestem zainteresowany poznaniem mechaników z okolicy, nie obchodzą mnie oni w ogóle, obchodzi mnie tylko żeby taniej wejść do sauny bo uważam że mi się też należy więc przyjdę w poniedziałek na ich imprezę. A jak mnie nie wpuszczą to narobię hałasu i właściciela podam do sadu o dyskryminację.......

 

dla mnie cała  ta dyskusja ma taki właśnie sens. [---], najlepiej siąść na dupie przed kompem i pisać takie pierdoły, jątrzyć i być niezadowolonym -  tak najwygodniej

 

Panowie każdy z was może coś zorganizować, właściciel jest otwarty i można się z nim dogadać, więc możecie się wykazać

 

A tak na spokojnie: popieram organizatorów, kawał dobrej roboty najpierw z plażą , teraz z sauną... tak trzymać i nie przejmujcie się malkontentami.

Do zobaczenia w piątek.


  • 9


#140406 VI Śląskie Spotkanie Saunowiczów - Warszawa

Napisane przez irecki74 , dnia 31 styczeń 2016 o 23:48

Poproszono o relację wierszem;-)

Dopiero dochodzę do siebie Kochani
Jesteście już teraz bardzo dobrze znani
Zabawę przednią mieliśmy w Warszawie
Każdy tu o niej prawi ciekawie
Pragnę i ja do opisu dołączyć
Jednak nie chce na tym rym swój tu zakończyć
Zabawę zaczęto od piwa w Jaberr coś tam bery;-)
Nie wszyscy tam dotarli, tak jak zechcieli
Lecz powodem nie było piwo
Niektórzy chcieli być wcześniej w Sante odziwo
Jednak by wejść, trzeba było czekać na bransoletki
Jednak można było zostawić buty i zdjąć skarpetki
Miejsce imprezy było w piwnicy,
Gdzie w saunach basenach byli uczestnicy
Wybornej imprezy, śląskiej w Warszawie
Brzmi to może dziwnie, ale było ciekawie.
W saunie głównej nas rozgrzewali
Arek, Dawid, Przemek mocy nam dodali
Za co pięknie bardzo dziękujemy
Takich imprez częściej tak bardzo pragniemy
I jak tu nie wspomnieć też o Faraonie
W błogi nastrój wprawiał
Nie grzały się skronie
Niektórzy też poszli w ślad polskich siatkarzy
Czyżby kariera jakaś im się marzy?
Meczyk siatkówki miał miejsce w basenie
Był w nim czerwony guziczek co wprawiał w marzenie
Po naciśnięciu bulkały bombelki
Powstawał uśmieszek, znikały rozterki
Jak już tak prawimy o tych przyjemnościach
Trzeba powiedzieć o wielkich zdolnościach
Jakie posiadały dwie nasze dziewczyny
Bene i Magissa ze słodkiej krainy
Ciastem pysznym gości uraczyły
Sernik Portokali także dodał siły
Herbatki Mirelki, jadło na stołówce
Nie można powiedzieć o żadnej głodówce
Siły nam dodaly Magissy nalewki
Kto ich zakosztował wesoły i krzepki
Ruszał do zabawy oraz do rozmowy
Na inne atrakcje stawał się gotowy
Wielka uczta dla duszy i ciała
Chcieliśmy by trwała i trwała....
Jednak i ona miała zakończenie
Były słodkie focie, społecznie na scenie
Swój kunszt wielkiej mocy nam pokazywali
Nutka, Casablanca i inni machali...
Trzeba było kończyć, nastał czas rozstania
Całusy, uściski, ciepłe pożegnania.
After party jeszcze - u Maxa wizyta
W pamięci gościnność zostaje wyryta
Jeszcze łyk nalewki oraz ciepłej kawy
Trzeba się pożegnać znikają obawy
Następna impreza, następne spotkanie
Myślę, że niedługo czas owy nastanie.
  • 9


#186230 Borowinowa SPA

Napisane przez Shavers , dnia 15 kwiecień 2017 o 10:38

Wielki Piątek, Wielki Rysiek, Wielka Sylwia!

Mimo tego, że jako-taki staż saunowy już mamy na swoim koncie, to był nasz pierwszy raz, jeżeli chodzi o legendarne seanse Sylwii i Rysia Raków. Do tej pory mieliśmy okazję jedynie obcować z nimi w trakcie pojedynczych seansów, często przy okazji festiwali/konkursów saunowych. Jeżeli więc napiszę tu kilka rzeczy oczywistych dla “starych wyjadaczy” z fanklubu, to przepraszam :) Nam taka uczta trafiła się po raz pierwszy! To co dało się od razu zauważyć to, to że Rysiek był po prostu inny, mniej spięty (bo po co się napinać skoro nie ma presji rywalizacji?), uśmiechnięty w trakcie seansów, śpiewający pod nosem w trakcie machania do swoich “ruskich” piosenek, skupiony na seansie ale na całkiem innym poziomie, szczęśliwy! I to wszystko spowodowało, że choć i tak uważamy go za Mistrza Świata, teraz do tego mistrzostwa dołączył jeszcze tą swoją radość. I to spowodowało, że było przepięknie!

Na początek dostaliśmy seans “Łuna” czyli “wszystko to co kochacie w Rysiu i nie boicie się o tym mówić”. Naturalne aromaty, słowiańsko - wschodnie klimaty, czapkę i dużo ciepła, lukrecję, anyż i pokrzywowe dekoracje na ramionach!

Potem była “Słowiańska bania” czyli “najdłuższy seans nowoczesnej Europy”. Trwający 50 minut pokaz tego o co chodzi w saunie, po co tam się idzie, czemu to wszystko ma służyć. A chodzi o zdrowie, chodzi o frajdę, chodzi o całkowite oddanie się chwili. Po kilku polaniach, po rozgrzaniu nas do czerwoności, przy otwartych drzwiach sauny Rysiek, Sylwia, Klaudia i Nutka każdego chętnego, który położył się na ławeczce - bezlitośnie okładali brzozowymi witkami polewając piwem i podkładając pod głowę poduszeczkę z “zieleniny”. Niektórzy załapali się nawet na repetę, na własne życzenie. Powrót do korzeni w dwóch wymiarach: saunowym i metrykalnym. Jak dzieci taplające się w błocie w trakcie wiosennego deszczu cieszyliśmy się smaganiem po boczusiach i stópkach mięciutkim pękiem gałązek o cudownym zapachu, tuląc się w to co leżało pod naszymi głowami. To jest naprawdę wyjątkowa sytuacja, zobaczyć dorosłych ludzi cieszących się tak jak maluchy. Te aromaty, ta muzyka, ten klimat - wszystko na miejscu. I otwarte drzwi do sauny, kto miał dość - wychodził, ale większość i tak potem wracała.

Ledwie wyszliśmy z seansu a już Sylwia wzięła nas w swoje obroty w łaźni parowej na “Pięknie Wenus”. A Sylwia nie bierze jeńców :) więc było ciepło. A że normalni nie jesteśmy to było również tłoczno. Kilka miejsc stojących, kilka miejsc na podłodze (najlepszych, bo tam jeszcze był tlen w niesłychanie wydajnej łaźni w Borowinowej - mimo, że wywietrzyliśmy ją wchodząc, po minucie znowu cała była zaparowana). I peeling na trzcinowym cukrze z (przy tym się bede upierał, nawet jak go tam nie było) koprem, który pachniał zabójczo. Wspólne nacieranie pleców, siedzenie w ścisku, pełna saunowa integracja. I Sylwia machająca ręcznikiem w tym ukropie, zarządzająca kontrolę jakości rozsmarowywania cukru na ciele przed wyjściem z sauny. Polewanie stóp lodowatą wodą, nacieranie na koniec pleców lodem. Kto myśli, że seanse w parowej z peelingiem to takie fju-bździu dla dziewczyn - niech się wybierze do Sylwii ale proszę potem nie płakać, że było ciężko. :)

Idąc na seans “Piekielna Borowinowa” myślałem sobie: “no tak, Rysiek potrafi zrobić piekło w saunie, to wiadomo”. Guzik wiedziałem! Mimo ucieczki na najniższą półkę i tak walczyłem o przetrwanie. Mój “system podtrzymywania życia” (czyli kulka lodu schowana do czapki przed seansem) zaczął mnie parzyć gdy woda spod czapki wylewała się na plecy w trakcie seansu. Ja nie wiedziałem, że można wysypać dwa wiadra (bo “cebrzyk” to nieodpowiednie słowo) lodu na piec i nie wygonić wszystkich z sauny. Co zaskakujące po seansie byli tacy, którzy schodzili z najwyższej półki, to znaczy, że wytrzymali tam do końca i jeszcze podnosili ręce w czasie machania. W trakcie seansu pojawiło się trudne słowo “dziegć” (“dziegieć”?), którego znaczenie wyjaśniła nam @Nutka i teraz możemy chodzić po mieście prężąc piersi i mówiąc, że wiemy co to jest :) A pachnie cudnie ale o tym napiszę za chwilę… Bo tutaj pojawił się pieprz, a pieprz grzeje jak cynamon niemal. Więc nie tylko było ciepło ale było i pieprznie :)

“Spokojny sen”, seans na koniec, wyciszający, to chyba był jakiś żart. Zupełnie jakby Ukrainiec powiedział mi: “chodźmy na pięćdziesiątkę wódki” i wyciągnął musztardówki. Na początek właśnie pojawił się “dziegieć” i pachniał wędzoną, na pograniczu z przypaloną śliwką, szczypał w oczy nieco - i to było boskie! Polecam poszukać czegoś co nazywa się “Suska Sechlońska”, mimo dziwnej nazwy to suszona/wędzona śliwka - ona była w tym dziegciu! A potem była waleriana i lawenda (?) i koniec wieczoru :( Ja nawet nie wiem kiedy to wszystko minęło.

Miałem jeszcze zapamiętać drugi trudny wyraz, określający coś, co wchłanialiśmy przez cały wieczór. Ale chyba skupiłem się zbyt na wchłanianiu bo nie zapamiętałem. (Flawonoidy?) Ale było mi z tym dobrze :) Mimo tego, że na seanse piekielne w “Smoczej jamie” nie zdecydowaliśmy się ani razu (ale widzieliśmy różowe zadki tych, którzy przeżyli) i tak po tych pięciu seansach czuliśmy się jak po całym dniu spędzonym na konkursie z seansami co pół godziny. Ja Wam mówię! Sylwia i Rysiek nie biorą jeńców, to są twardzi zawodnicy! A poza tym są kochani i tworzą w saunie atmosferę jak w trakcie świątecznego obiadu z bliskimi. Rodzinną. Niesamowite doznanie.

Dziękujemy jeszcze raz, za to, że mogliśmy w tym uczestniczyć.


P.S.
Panią, która zwróciła nam uwagę z powodu głośnego zachowania w saunie, jeszcze raz przepraszam. To nie powinno mieć miejsca, mimo emocji, które w nas się gotowały. Ale dzieciaki bez opieki dorosłych tak mają…
  • 8


#185028 Regres nagości w saunariach

Napisane przez Sunlover , dnia 02 kwiecień 2017 o 08:58

Widzę tutaj jedną różnicę między saunowiczami niebędącymi naturystami obecnymi na tym forum, a tymi, co oprócz saun lubią też naturystyczny wypoczynek, Ci pierwsi ograniczają kwestię nagości tylko do samych pomieszczeń saunowych. I skoro nie zależy na tym, by się np. nago położyć na leżance po saunie, nago poopalać w saunowym ogródku, to faktycznie można tak podchodzić do sprawy, że osoby będące w strojach poza saunami nie przeszkadzają. Naturyści z kolei mają to do siebie, ze są nago nie tylko dla higieny, ale też dla wygody, luzu i również dla równomiernej opalenizny. Czyli, co za tym idzie, maja ochotę się nago położyć na leżance w wypoczywalni lub w ogródku... Tylko jak to zrobić, skoro obok leżą albo krążą po obiekcie wprawiające w dyskomfort osoby ubrane w stroje kąpielowe?

Przepraszam że to powiem Devan, ale wraz z upływem czasu i czytaniem kolejnych dziesiątek Twoich wpisów na forum, coraz bardziej klarownie rysuje mi się obraz Twojej osoby jako kogoś z psychicznym problemem. Nie mi to nazywać, na czym polega ta awersja do tesktyliów, ba - sam pytany tu o to wprost przez innych, nie potrafisz na to odpowiedzieć.

 

Jesteś swoistym naturystycznym neofitą, dawniej nie praktykującym społecznej nagości, następnie po transformacji - radykałem nieznoszącym widoku tekstylnych. Kolejny raz przepraszam za brzydkie porównanie, ale przypominasz mi tą przemianą charakteru islamistycznego radykała, który po przyjęciu najbardziej ekstremistycznych nurtów owej religii chce być świętszy od najświętszych i najbardziej zasłużony, sam wiesz do czego prowadzi takie myślenie u tych biednych, zagubionych ludzi.

 

Nie sugeruję że akurat Twoja przemiana i jej skutki są dla kogoś niebezpieczne bo nie są; sugeruję zaś, byś trochę spuścił z tonu - skoro nie potrafisz w zakresie Twojego podejścia do sprawy, co Ci sugerowałem już jakiś czas temu, a zakładam że nie potrafisz lub zwyczajnie nie chcesz - to chociaż spuść z tonu pod względem liczby i/lub intensywności wypisywanych tu postów gdzie wylewasz swoje spostrzeżenia, które - uwierz mi - są dziwne dla innych, przynajmniej dla zdecydowanej większości.

 

Dopatrywanie się po wszystkie horyzonty w zasięgu wzroku wszystkich ludzi i taksowanie ich ciał w poszukiwaniu choćby śladu tekstyliów, odsuwanie się od tekstylnych jak najdalej z obrzydzeniem, o którym otwarcie mówisz, unikanie miejsc i sytuacji w których choćby POTENCJALNIE mógłbyś spotkać osobę choć w minimalnym stopniu ubraną - wybacz mi po raz trzeci jeśli Cię obrażę, ale to brzmi maniakalnie.

 

I na zakończenie, stanowczo prostestuję przeciwko takiemu ujęciu sprawy jak w zacytowanym tu fragmencie Twojego wpisu. Jestem tu głównie by szukać i dzielić się informacjacmi o N-plażach i to z nich dużo chętniej korzystam niż z saun. Z dwóch grup, które cholernie sztucznie zarysowałeś w swojej wypowiedzi, bliżej mi do drugiej, czyli naturystów, a nie "saunowiczów niebędących naturystami". I naprawdę, jak chcę sobie, hipotetycznie, zaznać "wygody, luzu i równomiernej opalenizny" w ogródku między seansami, gdy infrastruktura, pogoda i regulaminy na to pozwalają, to idę w docelowe miejsce i zażywam słońca. Nie egzaminuję przed, 5 razy na minutę (a może w trybie ciągłego skanowania?) w trakcie i po, całego otoczenia, czy mi ktoś czmychnął wokół mnie w coś ubrany. Na litość boską, chłopie dorosły, połóż się więc w tym przeklętym ogródku między seansami nago jak Cię Pan Bóg czy inny Światowid stworzył, zamknij swe oczęta strudzone, wyobraź sobie że leżysz w Edenie w czasach gdy jeszcze ubrania nie istniały i ciesz się słońcem, Amen.


  • 8


#182516 PTS Classic

Napisane przez niu , dnia 07 marzec 2017 o 10:41

Kurtyna opadła, pierwsze klasyczne mistrzostwa się skończyły – teraz do głosu dochodzą demony...

Długo myślałem od czego zacząć tę krótką relację/ocenę mistrzostw PTS Classic. Wiele myśli od soboty kłębi mi się w głowie, zbyt wiele... pora więc przelać je na „papier”.

Będzie to relacja/ocena zdecydowanie subiektywna, ale mam nadzieję, że przez ten subiektywizm, zwrócę uwagę na kilka kwestii, które warto przemyśleć przed następnymi tego typu zawodami.
Nie będzie to relacja zmutowana. Nie będzie wierszowana, bajkowa. Nie będzie zamkniętej historii.
Będzie po prostu opinią saunowicza z wieloletnią praktyką, na temat pierwszych klasycznych mistrzostw saunowych w naszym kraju; opinią zawierającą dużo znaków zapytania a małą ilość odpowiedzi; opinią, która może sprowokować do dalszej dyskusji.

Zacznę może od krótkiego opisu, jak jeszcze przed tą sobotą wyobrażałem sobie seans stricte klasyczny:
- Saunamistrz ubrany w hammam (lub w inny niekrępujący ruchów, bawełniany/naturalny strój) rozprowadza w saunie aromaty pochodzące z naturalnych olejków zapachowych - zderzenie gorąca z zimnem uwalnia je i pozwala się unosić w saunie;
- Saunamistrz umiejętnie podnosi temperaturę w saunie, dbając jednocześnie o samopoczucie uczestników ceremonii. Tylko tyle i aż tyle!
- odrobina magii, klimatu i szaleństwa – coś co jest niemierzalne ale ma kapitalny wpływ na odbiór samego seansu przez publiczność!

Wydaje mi się, że zdecydowana większość Saunamistrzów miała taką samą wizję seansów – bez przebrań, bez dodatków – tylko Saunamistrz i ogień w sercu a aromat na piecu.

W naszym światku saunowym mamy taką ilość mistrzostw typu „show”, że tutaj wręcz powinny być odejmowane punkty za ubiór nieklasyczny, za stosowanie zabawek, przeszkadzajek. Te mistrzostwa powinny pokazać (nomen omen) nagą prawdę pracy Saunamistrza – tylko ręcznik, wachlarz, lód / woda i On. W takich porównywalnych warunkach można by wreszcie obiektywnie ocenić sanamistrzowski kunszt, technikę, wyczucie harmonii i pobudzanie zmysłów.

Należy zadać też pytanie, kto powinien oceniać saunamistrzów? Jury? Widzowie? Tutaj odpowiedź jest już trudniejsza, bo wydaje się, że głównym gremium oceniającym seanse klasyczne powinni być widzowie – w końcu to od ich samopoczucia w dużej mierze zależy ocena seansu! Publiczność ocenia seans bardzo prosto = podobał się / nie podobał się! Nie rozbija całego seansu na pięćdziesiąt przeróżnych parametrów i nie przeprowadza analiz.
Ale takie podejście jest niestety obarczone zbyt dużym ryzykiem błędu i brakiem kolektywnego obiektywizmu, pozwala również na grę na emocjach widzów. I tutaj pojawia się konieczność powołania drugiego gremium, jakim jest profesjonalne jury. Jury nie ocenia już seansów zero-jedynkowo. Ma niezliczoną ilość parametrów do weryfikacji i do oceny. Pytanie: czy słusznie ilość tych parametrów jest aż taka duża? Obawiam się, że nie. Saunamistrzowie powinny być oceniani za jakość przeprowadzonego senasu – zarówno po stronie publiczności jak i jury! Jury ma oceniać seans tak samo jak i publiczność, tyle że odwołując się do swojego doświadczenia i praktyki jurorskiej, aby przeciwdziałać ryzyku nieobiektywnej oceny, która to może się zdarzyć miej wprawnym saunowiczom. Ale baza do oceny powinna być taka sama! Jakość przeprowadzonego seansu!

Czy naprawdę jury musi oceniać to, czy Saunamistrz przekręcił klepsydrę i dawać za to punkty dodatnie lub ujemne? Czy to jest istotne dla przeprowadzenia dobrego seansu? W ilu saunariach seanse rozpoczynają się od obrócenia klepsydry? A jakoś widzowie cali i zdrowi korzystają z nich.

Czy naprawdę jury musi oceniać czas trwania seansu? Czy muszą być odgórnie narzucone limity? Przecież dobry Saunamistrz sam powinien wiedzieć jak długo może trwać w danych warunkach seans bez szkody dla zdrowia widzów. Dajcie im wolną rękę – to nie są amatorzy!

Czy naprawdę jury musi oceniać to, czy Saunamistrz poczęstował publiczność cukierkiem/wodą/sokiem/peelingiem? Do jasnej cholery – co to ma wspólnego z jakością przeprowadzania seansu klasycznego! Czy wypicie soku aloesowego po skończonym seansie ma mnie przekonać, że Saunamistrz, który mi go podał jest cudownie „cacy” i dba o mnie? Przecież to jest jakieś kuriozum! Saunamistrz ma być „cacy” i dbać o mnie w saunie! Ma spowodować, że całe moje ciało się rozgrzeje, zmysły rozwiną a umysł wyciszy! Co tu ma cukierek miętowy z tym wspólnego?! Jeżeli ktoś bardzo chce mnie poczęstować – w porządku, nawet z uśmiechem podziękuję. Ale dlaczego za to przyznawać jakieś punkty? Czy to jest istotne?

Czy naprawdę jury musi oceniać jeszcze z kilkanaście innych parametrów? Przecież w jury zasiadają tak wytrawni saunowicze, że do oceny seansu nie potrzeba im tabel i rubryk oraz szkiełka i oka! W rubrykach nie wyczyta się, czy seans był dobry! Czy był poprawny! Czy był magiczny!
Ja szukam w saunie, jak już napisałem, wyciszenia umysłu! Co z tym ma wspólnego odhaczanie kolejnych podpunktów w odgórnie narzuconych rubrykach! Takie coś zostawmy dla Aufguss WM, dla SaunaCupu, dla seansów typu „show”! Czy ktoś dotknął nosa, czy wykorzystał jakąś kolejną pierdołę, która nic wspólnego nie ma z seansem ale za to jest gadżeciarska; czy nie spowodował smutku na twarzy, czy nie zagrał na negatywnych emocjach – niech to wszystko sobie będzie oceniane podczas tamtych mistrzostw i zawodów. Tutaj mamy klasyka! Liczy się tylko jakość i naturalność! Jeżeli pojawią się emocje – obojętnie czy smutne, czy wesołe - to tylko lepiej dla widza! Taki seans ma dać katharsis – oczyścić. Uwolnić od codzienności. Ja tego szukam w saunie – wy też?

Błędem, jak dla mnie, było również ocenianie seansów przez jury i podawanie ostatecznych wyników zaraz po seansie. To się nie przysłużyło nikomu. Może za kilka lat, jak już będą wypracowane spójne standardy oceniania będzie można wprowadzić taki podgląd ocen – ale na chwilę obecną jest na to za wcześnie.
Przecież po kilku seansach jeszcze nie wiadomo, jaki jest poziom zawodów. Zawsze w takim przypadku osoba, która występuje pierwsza, będzie na straconej pozycji! Tutaj pecha miał Marek Olszewski – nie zrobił najgorszego seansu (jak można by pomyśleć analizując tabelę wyników.) Zasłużył co najmniej na miejsce trzynaste! Było przynajmniej trzech saunamistrzów, których seanse były gorsze, mniej spójne, zawierające mniej tej „saunowej magii”.
Jury powinno mieć możliwość ewentualnej poprawy własnych ocen – patrząc na kolejne seanse. Jeszcze lepiej -  każdy juror na sam koniec mistrzostw powinien mieć możliwość ułożenia własnej tabeli wyników, własnej kolejności a następnie porównania jej z pozostałymi jurorami. Dyskusje są jak najbardziej wskazane przy wyborze ostatecznej kolejności!
Wiem, że to jest trudne z technicznego punktu widzenia aby każdy juror był na każdym seansie – ale czy takie nierealne? Sławek był na wszystkich seansach, Agata praktycznie też. Większość nas, widzów, też była na prawie wszystkich seansach więc jakiś tam pogląd na kolejność w tabeli każdy sobie wyrobił.
Seanse klasyczne nie powinny być oceniane tabelarycznie tak jak inne mistrzostwa! Może uda się za rok wypracować inne standardy oceniania? Klasyk to klasyk! Magia to magia!

A jak się sprawa miała z samymi seansami – z poszukiwaniem tej „cząstki magii” uwalnianej na piecu? Chciałbym teraz przedstawić mój subiektywny ranking seansów z wyłączeniem seansu Arka Ufnala, bo niestety (mea culpa) potwornie się zagadałem i spóźniłem się na jego seans.

Na samym szczycie drabinki dwie osoby – Paweł z Aquadromu i Joasia z Wrocławia.
Seans Pawła był natchniony – to jest dobre słowo! Pawłowi udało się wciągnąć mnie w swój świat, swój klimat – wpadłem w otchłań gruzińskiej muzyki i roztańczonych obłędem trójkątów. Te dziesięć minut przeminęło jak w minutę a ja z otwartą gębą obserwowałem natchniony wirujący taniec. Paweł zadbał o każdego widza – temperatura doskonale wzrastała, zapachy odurzały, a zmysły były atakowane pięknem. Najlepszy technicznie i wrażeniowo seans mistrzostw – najlepiej też oceniony przez widzów.

Asia – doskonały pokaz, jak to delikatna kobieta może przeistoczyć się w demona! Początek spokojny, by nie rzec dostojny. Ale jak rytm się zmienił, było wiadomo, że Asia nie będzie brała jeńców! Dobiła każdego precyzyjnymi uderzeniami! Asia wygrała jeszcze tym, że nie skorzystała ze standardowego nagłośnienia tylko wykorzystała własny głośnik – czuć było każdy beat, każde uderzenie perkusji, każde bicie serca! Więcej, więcej, więcej!!!

Kolejne miejsca – bardziej zbliżone do siebie pod kątem jakości seansu: Klaudia z Borowinowej, Mariusz z Wrocławia,  Piotrek z Aquadromu oraz Paweł z Sante. O każdym z tych seansów mógłbym powiedzieć, że chciałbym je oglądać co dzień. Dostarczyły mi niekłamanej przyjemności i relaksu. Były dobrze dogrzane, temperatura wzrastała równomiernie. No i miały tę odrobinę „saunowej magii”. A może nawet więcej niż odrobinę!

Klaudia – najlepszy seans Klaudii jaki w życiu widziałem! To już nie jest ta delikatna wiotka Amelia, to już nie jest niepewna siebie dziewczyna! Ten seans był magiczny! Od początku do końca – uwiódł mnie. Klaudia miała zawsze taką manierę wstrzymywania ruchu ręcznika w momencie zmiany techniki – seans przez to był chaotyczny, nerwowy. Teraz nic takiego nie miało miejsca – płynne ruchy ręcznika, które uwodziły i czarowały. Roztaczała się magia. Temperatura wzrastała powoli, było coraz cieplej ale nie duszno – co było miłą odmianą po kilku bardzo duszących seansach innych Saunamistrzów. Ale czy był to seans na pierwsze miejsce? W pierwszej trójce na pewno ale bliżej brązu niż złota. Na pewno w jednym Klaudia zwyciężyła – na największe zaskoczenie dnia – jak tylko porównałem poprzednie jej seanse i ten... magia!

Mariusz. Najbardziej relaksujący seans dnia – kilka razy „łapałem” się na tym, że przestaję o czymkolwiek myśleć i tylko poddaję się rytmowi i medytacji. Zatapiam się w gorącu. Znika świat... znikam ja... i za to odczucie, pierwotnej pustki, chciałbym Mariuszowi gorąco podziękować. Jak to możliwe, że tak duży facet jest tak delikatny! Duże plusy za dobór niebanalnych aromatów!

Piotrek z Aquadromu. Najbardziej niedoceniony seans dnia. Nikt tak płynnie nie potrafi rozprowadzać powietrza dwoma wachlarzami. Nikt tak płynnie nie używa jednego wachlarza, by otoczyć nas aromatami i ciepłym powietrzem. Jeżeli chodzi o wykorzystanie wachlarza to Piotrek nie ma sobie równych. Później przyszła pora na ręcznik – idealne wpasowanie w rytm muzyki, ruchy ręcznika ilustrowały każdy zmieniający się ton, każdy niuans w dźwiękach. Niestety trochę widać było, że pod koniec seansu Saunamistrzowi zaczęło brakować sił - ale wytrwał. Dobrze dogrzany i pełny seans. Jeden z najlepszych seansów Piotrka jakie w życiu widziałem!

Paweł z Sante. Spokojny ten seans był przez pięć minut – później Paweł pokazał, że w skrzypcach też tkwi siła i szybkość! Paweł, jak na tak krótki staż, przeprowadza dobrze dogrzane i niebanalne seanse – jedynie co, to czasami brakuje mu precyzji. Ale wszystko przed nim. Rację miał Przemek, jak stwierdził, że „stworzył Potwora”!!!

Następne w kolejności seanse, na które chciałbym zwrócić uwagę – bardzo przyjemne, dobrze dogrzane i zamachane – a dla lepszego miejsca w tabeli brakło niewiele – chyba tylko tej małej „iskierki” nieprzewidywalności i szaleństwa: seanse Moniki, Damiana i Ani:

Damian. Pamiętam Damiana z Silesiany, miał wtedy pecha ze światłami a przez to seans już nie był taki jaki być powinien, pojawiła się nerwowość. Tutaj wszystko było na swoim miejscu – a nerwowość ustąpiła miejsca pewności siebie. Damian dobrze wiedział, po co wszedł do tej sauny i wiedział, jak ma osiągnąć cel. Bardzo dobry seans. Bardzo dynamiczny seans. Bardzo spójny seans. I bardzo dobrze dogrzany seans.

Monika. Indiańska medytacja, która nas otoczyła. Wypełniła nasze serca i umysły. I tylko żal, że pojawiły się te „przeciwności losu”, które wybiły Monikę z rytmu, zabrały jej odrobinę pewności siebie – bo chyba właśnie tej odrobiny brakowało do zdobycia wyższego miejsca. Chciałbym przeżyć ten seans jeszcze raz – z zamkniętymi oczami. Poczuć uderzenia ciepłego powietrza i wczuć się w rytm. Pyszne zapachy.

Ania. W innych okolicznościach ten seans byłby cudownym przeżyciem – pełnym bogactwa afrykańskiej kultury. Tyle, że nie do końca taki charakter seansu sprawdził się na mistrzostwach klasycznych. Seans ten był seansem trochę pół na pół – mieliśmy elementy stylizowanego stroju, zamiast cebrzyków tykwy z wodą a utwory były przerywane monologami o Afryce. Na swoje nieszczęście Ania była też najbardziej pokrzywdzoną osobą przez złośliwość niedostatecznej wentylacji w obiekcie – chyba na jej seansie duszność osiągnęła apogeum a Ania jej trochę  pomogła wylewając duże ilości wody na piec i planując seans na 14,5 minuty. Ufffff... Szkoda – bo Ania już nie raz pokazała, że jest Mistrzynią!

Seanse gorsze w swoim wyrazie. Z różnych powodów powinny zajmować dalsze miejsca w stawce:

Robert z Aquadromu. Robertowi ktoś wyciągnął wtyczkę i odciął mu prąd w połowie seansu. Inaczej nie można tego określić! Muzycznie – bosko! Wardruna! W rękach dwie czarnulki. Tyle, że te ręce nie chciały Roberta słuchać. Głowa gdzie indziej, ciało gdzie indziej. Zmęczenie przeszło na widzów. Męczący był ten seans... to nie był Robert, do którego się przyzwyczaiłem.
Robert, którego znam, jest jednym z bardziej szalonych saunamistrzów, który aż kipi od nadmiaru energii. A tutaj mieliśmy taką małą katastrofę... cofnęliśmy się do czasów sprzed wynalazku Eddisona – i zamiast prądu mieliśmy świeczki. Teraz trzeba szybko zapomnieć o tym seansie i iść do przodu!

Marek. Bardzo udany debiut. Spójny i zgrabny seans. Na początku nerwowo, ale później Marek przyjemnie się rozwinął. Nie było to saunowe mistrzostwo ale też nie miało być. Był to normalny seans, na podstawowym poziomie. Dogrzany. Dobry punkt wyjścia do następnych zawodów. Na pewno nie był to najgorszy seans dnia, jak można by wnioskować po analizie tabeli wyników.

Przemek. Uwielbiam Przemka, jego cięte i cyniczne poczucie humoru. Wiadomo o tym już nie od dziś, zresztą znamy się też nie od dziś. Ale w tym seansie cynizm Przemka już mało miał wspólnego z humorem. Przemku, oj Przemku. Ja wiem, że chciałeś wejść „ma maksa” w taką ostentacyjnie bezczelną konwencję przemowy do saunowiczów – ale było to naprawdę słabe. Seans też nie należał do tych, o których mógłbym powiedzieć „chciałbym je oglądać codziennie”. Plusem był zestaw nagłaśniający – przynajmniej wszyscy bujali się w dobrze wyczuwalnym rytmie. Bo gdybyś puścił tego rock'n'rolla przez standardowe głośniki sauny w Borowinowej, to byłoby jeszcze gorzej...

Sylwia. Piękna muzyka. Przepiękna muzyka. I piękny ruch ciała. I tyle. Niestety tylko tyle. Sylwii brakowało techniki, przydusiła saunowiczów duchotą, nie koncentrowała się na widzach – tylko nieliczne uderzenia ręcznika powodowały jakiś ruch powietrza wyżej niż na drugiej półce. Ale to wszystko można wypracować i myślę, że wystarczy Sylwi przeprowadzić kilka seansów na luzie w większej saunie pod okiem doświadczonego saunamistrza. Niepotrzebny też był ten strój – czarna suknia przywodząca na myśl śpiewaczkę fado – mrok, los, przeznaczenie i smutek. A tutaj mieliśmy w tle demonologię słowiańską i sok z aloesa. Brak spójności. Myślę, że ten seans byłby zdecydowanie lepszy, gdyby Sylwia miała ubrany hammam, zamknęła oczy i zatańczyła z wachlarzem i ręcznikiem do rytmu i bez kompleksów. Podejrzewam, że jeszcze sprawi nam niejedną niespodziankę. Ale tego dnia był to słaby występ.

Nikodem. Najgorszy seans dnia. Brak pomysłu, brak pasji, brak techniki. I nie sądzę, że można to „zwalić” na młody wiek tego Saunamistrza! Gdyby ten seans był pierwszym seansem Nikodema, jaki widziałbym w życiu, to podejrzewałbym (niestety) że ta rola została napisana synowi przez ojca wbrew jego woli! Coś na zasadzie – „ok, tato, będę się uczył klasycznej gry na pianinie bo ty grasz klasycznie na pianinie i wszyscy uwielbiają Twoją grę (a tak naprawdę to lubię hip-hop i deskorolkę)”.
Temat seansu – To Armagedon. Oj był armagedon w mojej głowie – zwłaszcza jak ten seans się skończył... Szkoda...

Nieklasyfikowany:
Zbyszek. Pierwszy raz widziałem Zbyszka bez uśmiechu. To minus. Na plus – cała reszta. Ale... nie jestem w stanie ocenić tego seansu... ba, nie jestem nawet w stanie porównać tego seansu z innymi. W każdych innych okolicznościach ten seans byłby bardzo przyjemnym sposobem spędzenia 12 minut czasu. Ale podczas tych mistrzostw - była to kompletnie inna bajka. Gong, misy, tuba, witki, chińskie przebranie i ten brak uśmiechu – wszystkiego było za dużo. Szkoda. Zbyszku – uwielbiam Twoje seanse, zarówno te tradycyjne(iejsze) jak i te bardziej szalone. Uwielbiam patrzeć na twoje wcielenia. Doskonale się relaksuję na Twoich seansach relaksacyjnych. Ale tutaj to była naprawdę inna bajka. A wiesz, jakie byś wywołał poruszenie, gdybyś zrobił po prostu kawał porządnego klasycznego szmuna?! Dobrze dogrzanego szmuna– tak zamachanego, jak Ty to potrafisz! Tak żeby wszystkim szczęki opadły na podłogę?! Szkoda...

Arek. Niestety, jak już wspomniałem, zagadałem się (mea culpa) i nie dotarłem na ten seans. Mogę tylko zwrócić uwagę na ubiór – po jakiego (nomen omen) czarciego licha Arek ubrał się jakby miał zaraz zagrać mecz koszykówki? Tak się przeprowadza seanse klasyczne w saunie? Chyba nie....

Reasumując.
Bardzo wysoki poziom mistrzostw – doskonała organizacja, świetny poziom seansów. Spędziłem w Borowinowej cudowne godziny i już się cieszę, na IX ŚSS. Świetne miejsce do poprawnego saunowania w gronie przyjaciół i znajomych.
Gratuluję zwycięzcom, gratuluję tym gorzej ocenionym, gratuluję wszystkim – było to prawdziwe święto Saunowiczów i Saunamistrzów. Oby więcej i częściej!
Gratuluję PTS'owi – pierwsze koty za płoty! Teraz będzie tylko lepiej. Teraz MUSI być tylko lepiej!
Miło, naprawdę miło skupić się tylko na temperaturze, aromacie i rytmie uderzeń ręcznika. Doskonały pomysł na mistrzostwa!

Saunarium Borowinowa znakomicie się sprawdziła jako gospodarz. Minusem obiektu był brak wystarczającej wentylacji – na następne mistrzostwa dobrze byłoby rozeznać możliwość awaryjnego przewietrzania poprzez otwarcie okna w stropodachu zielonym (nad wanną z whirlpoolem). Myślę że to rozwiązałoby w dużej  mierze problem. Bez tego, raczej będzie duży problem by przyjąć większą ilość saunowiczów. Brakowało powietrza.

Kolejna rzecz pod rozwagę – aż się prosi o wprowadzenie dłuższej przerwy gdzieś pomiędzy seansami. Pozwoliłoby to na dłuższy odpoczynek pieca oraz lepsze zwentylowanie saunarium.

No i kwestia ocen – szczegółowo opisana już powyżej. Myślę, że warto przed następnymi zawodami pokusić się o wypracowanie spójnej formuły oceniania seansów klasycznych. A może nawet da radę wprowadzić taki punkt pod dyskusję podczas dorocznego walnego zebrania PTSu – skoro są to mistrzostwa PTS Classic to aż się prosi o dyskusję w pełnym gronie PTS'owców.
Trzeba odejść od oceniania tak jak się ocenia seanse aufgussowskie... tabelkom i rubryczkom mówimy głośne NIE!!!
Szkiełko i oko sobie włóżcie do kieszeni a otwórzcie serce i duszę!!!

Na koniec jeszcze raz gratuluję Pawłowi i Asi (jak dla mnie najlepsze seanse dnia); Klaudii (największe zaskoczenie) i Piotrkowi (najbardziej niedoceniony seans).
Dziękuję.








 


  • 8


#149130 Terma Bania w Białce Tatrzańskiej

Napisane przez Taksiarz , dnia 02 maj 2016 o 08:29

Skoro już zostałem wywołany do odpowiedzi to niestety muszę potwierdzić te smutne wiadomości.

Ale tez pokuszę się o coś innego.

Być może ktoś z osób zarządzających saunarium lub całymi TB czyta to forum, jeśli tak to poproszę o odpowiedzi na kilka pytań:

1) po kiego grzyba w ciagu 5 (sic!) dni na 7 w tygodniu wpuszczani mają być „tekstylni” na teren saunarium, jeśli do saun i łaźni tylko nago? Jaki cel przyświecał na taki krok oprócz ściągnięcia podchmielonych (najczęściej) panów żeby sobie „gołą babę” pooglądali. Przecież basenów i jackuzi w innych strefach od groma i ciut ciut.

2) jaki cel ma obniżenie wieku z 18 do 16 lat. Proszę wybaczyć ale wątpię żeby 16-latkowie byli na tyle uświadomieni saunowo że będą wiedzieć po co tam przychodzą. Moim zdaniem zaczną się wycieczki gimbazy z samej ciekawości, tym bardziej że gaci zdejmować nie trzeba.

3)Skąd bierzecie managerów lub inne bezmózgie osoby funkcyjne, które jedną taką decyzją niszczą wypracowany prestiż TB jako jednego z najlepszych ośrodków tego typu w Polsce. Chcecie wyrównać do Term Bukovina czy jak (chociaż ponoć w Bukovinie poprawiło się)? Wypracować renomę trudno i trzeba poświęcić na to lata ciężkiej pracy, a stracic można w jedną chwilę. Chciałbym wiedzieć co to za uczelnia wypuszcza takie miernoty żeby ja omijać z daleka.

4)istnieje też inna teoria – powstające Termy Chochołów wam zapłaciły za taką decyzję. Przecież taki ruch na kilka dni przed otwarciem TC mówi wyraźnie - „stali bywalcy saunarium TB idźcie do TC bo – primo- tam jednak bez gaci, poprawnie, bez tłumu podglądaczy, spokojnie i pełen relaks, oraz – drugie primo- najlepsi od nas (czytaj Marcin Smolar – to już żadna tajemnica) już tam są. Wypoczniecie sobie, wypocicie się bez stresu i z dobrą obsługą, a my – no cóż stawiamy na plastik więc was tu nie chcemy”

5)Jeśli zarząd liczy na zwiększenie wpływów z takiego ruchu, to się przeliczy. Do tej pory stali bywalcy TB, oraz ludzie którzy licznie zresztą odwiedzali saunarium wiedząc po co tam wchodzą, przybywali do Białki czy to lato czy zima. Od teraz ci ludzie znikną (przynajmniej prze te 5 dni w tygodniu) a zastąpią ich przypadkowi klienci którzy w lecie na pewno nie zaglądną do saun (bo i po co, upał nie zachęca do celowego pocenia się), nikt nago nie będzie się opalał na łączce w towarzystwie masy tekstylnych. Sam wiem ile trzeba trudu żeby wypracować stałego klienta bo tylko tacy dają szansę na rozwój firmy.

 

Przyznam bez bicia - nie liczę na odpowiedź. Od jakiegoś czasu nikt z TB nie odpowiada , czasy Niegórala z Podhala lub Przemka odeszły w niepamięć a szkoda. Świadczy to tylko o ignorowaniu nas klientów którzy zostawiali w TB pieniądze,a to się może zemścić. Do TB będziemy zaglądać nadal (karnet mam więc szkoda stracić:-) w poniedziałki, ale następnego karnetu to już raczej nie wykupię.


  • 8


#112808 Sommer Residence Kuniów (Opolskie)

Napisane przez Taksiarz , dnia 17 maj 2015 o 14:30

Byliśmy z moją śliczniejszą połówką piątek-sobota. I powierdze - seans nawet dla jednej osoby. Ponizej opis - może trochę dziwny....

 

 

 

No i nieuchronnie nadsed tyn dziyń – okrągło 21 Rocznica Ślubu znany tyz jako 21 rocznica ponownego wprowadzynio niewolnictwa w Polsce. Myśloł jo ze świyntować bedem jak zawse –pod GSem z kolegami, nawet już kupiłek 3 flaski „Krejzi 18-tki” ale Moja wymyślyła co innego – łykynd w hotelu. Padło na „Sommer Residence” kasik koło Opola. No to pozbieroł jo się do kupy, wartką zdrowaśkę do Judy Tadeusa od sprow beznadziejnych machnoł i na A-śtyry wyjechoł. Drogi opisywoł nie bym – na horrory nie cas. Koniec końcók my dojechali.

Hotel piykny – drewno, śkło i kamiyń. Na dziyń dobry paniynecka w recepcji pyto jaki pokoj – bo taki lepsy z dziakuzi to ino stówkym drozsy. No to Moja od razu ze z dziakuzi. Jo jyj na to  - babo , opamiyntej się, na kigoz ciorta ci dziakuzi w pokoju, kie na polu, na tarasie som dwa, a ty cały cos fces być w SPA to kie się bez mocyć!!!! Tak jo jyj pedzioł – prawie…… Znacy tak dosłownie to joj jyj pedzioł „dobrze kochanie”, ale móg jo się przeciwić, a co!!! U mnie w chałupie to jo jes gazda, nie bojym się Swojyj, nic mi kazywała nie bedzie – fcym umyć okna to se umyjym, fcym posprzątać to se posprzontom, a jak mom ochote uprać cy łobiod uwarzyć  to tyz mi nikt ni moze zabronić!!!

Wleźli my do pokoju. Faktycnie, wanna sakramencko wielko w sypialni jes. Moja od razu do mnie cobyf się łozebroł o łokompoł. No to tu już przesadziyła – przecie jo się kompoł niedowno na Wielkanoc, a do 15-tego siyrpnia na Matki Boskiej Ludźmierskiej jesce trochę casu jes!! Co łona myśli ze się bym mył co miesiąc cy jak?

Zleźli my do saunarium. Tam paniynecka z obsługi zacyna tłumacyc co i jak. Jo tam jyj specjalnie nie słuchoł, ino patrzoł, bo mi przypomniała dziywcynta z Ostrowska. Musi mieć tam jakom rodzine, ni ma bata. Bo wiecie ino w Ostrowsku som takie panny, co jak siondom to póldupkami orzechy gnietom na miazge, a cycek to taki, ze niejedyn przytomnośc straciył z braku powietrza, jak się w te dobroci zaplontoł.Zrozumioł jo ino telo, ze bez gaci i bez kosuli się chodzi, bo to som jakiesi „zasady poprawnego saunowania”. Jo wiym jedno – jak zaconek godać ze przecie sićko mi be dyndać, to Moja pedziała ze jak się nie zamknym to tak zrobi co mi już nic nigdy dyndało nie będzie. Wzieni my ryncniki i pośli na pole, znacy na łogród. Łogród wielki – na moje oko tak na jakie śtyrysta pińdziesiont łowiec.Patrzym jo a tu sićka goli jak świynci tureccy. Zaglondnoł jo do jedny sauny, do drugiej, do trzeciecj – sićko gołe na ryncznikach, abo na kafelkach siedzi. Kruca fuks, trza było wstyd do kiesonki schować i moje żółte Śpandeksy z Batmanym, co to jo je dostoł w prezyncie jak Edward Gierek basyn w Nowym Targu otwiyroł ściongnoć. A ze troske maławe się zrobiyły (ciekawe cymu – materiał się zbiyg w praniu cy jak?) i wartko mi to nie sło to je Moja uwidziała. Nic nie pedziała ino piąstką mnie pod ziobro zajechała, az jo ze trzy minuty łapoł powietrze jak ryba.  

No i te dziakuzi. Moja kozała mi wlyźć do tyj wanny. Wloz jo i nic. No to moja ino łocami przewóciła, mrukneła cosik o debilak, i wcisnyna jakisik guzik…….Kyrelejzon co się zacyno dzioć!!!!! Sićko zabulgotało, zburzyło się sakramencko, jo się zacon drzeć ze mi jojka ugotuje, a Moja podesła blizy wanny i jak mnie nie sieknie bez łeb, az mi copka co mi jom ujek Stasek z Czikago przysłoł spadła. Bo wiycie, jo mom takiego ujka Staska, co jak do Czikago na kontraktorke pojechoł to se Murzynke za babe nabył. Fajny chłopok ino trochę pijok. Nawet my go mieli do tego hotelu zabrać, ale pedzioł co nie poto dwa tyźnie babe w perhydrolu mocył, żeby mu jom teroz słonko w jedno popłednie zaś na corno chyciyło.

Moja się wkurzyła, za kudły mnie z tyj wanny wyciongnyła i pośli my do sauny orientalnyj.   Akurat my trafiyli na seans saunowy. Pieron wiy co to jest ale moja kozała mi się nie oddzywać i siedzieć. I naroz przysło dziywcontko, takie huherko ino w jakiejś cornyj krusiuśkiej kosulce i kraciastym ryncniku. Jo se myśle co jak jom ta z recepcji uwidzi, to za te kosule to jyj piekło zrobi. I już jo mioł dziywcynciu pomóc kosule zdjońć, kie moja zaś mie pod ziobro pieńsciom uscynśliwiła. I godo ze jak jesce roz do tyj panny z łapami wyskocym, to mi pazdury przy samyj rzyci wyobcino, A jo ino fcioł pomóc……

Siedzimy, muzycka gro, a panna se kamycki wodom polywo – bawi jak dzieciska na Dunajcu. A mi coroz barzy goryncyj się robi. Nagle kie nie weźnie ryncnika, kie nie zacne mahać, a łobracać, a wywijać – ludzie, dopiyro wte  jo się dowiedzioł po co mi się rzyć na pół dzieli – żeby mioł ke pot spływać!!! I tak pore razy. Wreście koniyc. Kozali terozki pod prysznic – a pryśncy cosik z 10. Nie tak  jak w Nowym Targu na festynie piwa. Jakisik baran spyndziył pore tysiyncy chłopa i ino jedyn ToyToy postawiył. I dziwic się ze syćkie drzewka w Rynku potym ślak trafiył.  I wreście do basynu na tarasie. No cosik piyknego. Moja zaś ino w słonecku lezy, a wygino się, a mrucy jak kot ujka Staska. Pamiyntocie ujka Staska co to w Czikago se murzynke za babe nabył? To się łońskiego roku ś niom do jyj ojcók do Zanzibaru wybroł, i z tamtela se kota przywióz. Jak my mu godali ze cosik tyn kot przerośniynty, to nos nazwoł bardzo brzitko, i pedzioł ze kotu się ino grzywe przyszczydze i be dobrze.

No to jo tyz zacon się opalać. Naroz kole mnie się tako fajno blondynecka łozłozyła. Jo mysloł ze łona się be opalać, patrzym a ta popłakuje. To się pytom o się stało. Popatrzyła na mnie tymi zapłakanymi łocyntami, i godo „W torebce u mojego chłopaka znalazłam zużytą prezerwatywę!!!Co mam robić?” Jo już mioł gymbe łotworzyć coby jom pociesyć, a tu moja popatrzyła na panne takim wzrokiym jak żmija na mys kie jom mo zjeść i głosikiem od którego tymperatura spadła o 10 stopni pyto „To twój chłopak nosi torebkę?” No to mnie wywioło jak zaraze…… Wolym już sauny.

A saunók jast siedym. Nojwienkso to Orientalna – nojbarzy gorąco, podłoga az parzy. Przestronno, jasno ławy straśnie syrokie. Jo malutki nie jes ale połozyć się mogym wygodnie. Dalyj jes bania- trochę słabso, ciutke mniejso, ale tyz jasno, wysoko.

Nastympno to fińsko – drugo ke robiom seanse. Wysoko, jasno, wsom roz do pokazók i naparzań. Dalyj jest różano – mnyjso niż inne, zapach rózy wsyndzie, na scinach fajny szlifowany kamiyń z kwarcym. Moja ciotka Corno (ta od ujka Staska) to se taki kamiyń na blaty do kuchni sprowadziyła, ale fachmani ni mogli blatu uniyść i utrącili winkiel. Ciotka pedziała ujkowi ze tak mo być, i on do dziś myśli ze to specjalno dziuro dlo niego do otwieranio piwa. A zapachu róży od casu jak umar dziadek Władek to nie lubiem. Bo wte się chłodnia zepsuła i dziadek śtyry dni w chałupie lezoł a był lipiec i babka olejek różany co się go do ciasta daje wsyndzie loła.

Dali momy saune kamiennom – mało, wściekle gorąco, wyłożono kamieniami. Tako se, ani cud ani paskudztwo. Potym jest kominkowa – to na specjalne zamówienia, jakby kto fcioł się pocić przy kominku. I ostatnio to łażnia parowa. Duzo, jednopoziomowo, na srodku taki fajny nocnik stoi i ś niego pra bucho. Byłoby jesce super, kieby na tyn nocnik położyli kawoł soli. Jak już my z mojom zwiedzili sićkie sauny to moja zacyna sukać zabiegów spa. I się zacyno.

Tak w ogóle to fto te baby zrozumiy. Pytom się mojyj : Idymy do sauny kominkowyj? Fajno jest, tak ino dlo nos…Moja na to „Nie chce mi się” No dobra jak Ci się nie fce….. „Że niby co, że leniwa jestem tak?” Nie, no spokojnie nie denerwuj się….”Jakie nie denerwuj, że niby histeryczka ze mnie wychodzi co?” Nie no , kobito, jo się ino zapytoł, jak nie to idym som do ty sauny….”A dlaczego ty tak nagle chcesz iść sam?” No to jo już woloł się nic nie oddzywać….Znom lepse sposoby na samobójstwo.

Saunowanie fajne jes, ale jeś cosik trza. No to my se pośli do restauranta. Przychodzi kelnerecka, daje karty. Nie bym się przemyncoł cytaniem, i jyj pytom: - kwasnica jes?  - nie ma  - a moskole som? - nie ma – jak baraniego rosołu z grulami tyz ni ma to co jo bym jod?. Na to ona zacyno godac w jakimsi pogańskim jynzyku, ni w zomb nie wiym o cojyju chodzi. I już jo mioł jom opieprzyć jak burom suke bo to nie wiada cy mi klnie cy o jedzyniu godo, ale moja popatrzyła na mnie tymi swoimi słodkimi łocami zawodowego mordercy w taki sposób ze mi sięopieprzaniai zaroz odefciało. A jak na dodatek śpilke łod swojego buta mi w stope wbiyła, to jo juz woloł nic się nie łoddzywać.  Moja zamówiyła schab z piure z cyrwonyj kapusty, jo pedzioł ze zodnygo paskudztwa nie bym próbowoł. Rolada śląsko z „modrom” kapustom. I nie zodne kluski śląskie ino zwykłe grule. Bo jak kuchorz sićko może spieprzyć to gruli z koperkiem nikomu się nie udo spaprać.  No i przynieśli. Nawet dobre było. I nie zodno „modro” kapusta ino zwykło cyrwono. Ponoć kuchorz był w telewizyji w jakiejś „Piekielny Kuchni” – znacy naucony jak  na niego wrzescom. Potym był deser. Przynieśli talerzyki, widelcyki, spodecki, łyzecki , filizanecki, Jezusie Nazareński za jakie grzychy jo się mom tak myncyć w tym luksusie? Na scyńście mom jo w aucie zakamuflowanom „Krejzi 18-tke” to i deser porzondny będzie.

Po kolacji moja posła na zabiegi SPA. Mie tyz fciała wyciongnońć na „manikir” ale zdonzył jo jyj uciyc. Co prowda nie wiym co to jest, ale nazwe mo paskudnom i bojym się myśleć co łoni mi tam fcieli obcinać. Jak już tego nadzorcy niewolników nie było, to poseł jo do baru. Myśle se ze weznym ze dwie zimne 50-tki, to i w saunie jakośik do ty północy wytrzymom, a jak jesce kamienie nimi polejym to i przyjymne i porzytecne będzie. Ale panna za baru godo, ze mi nie do tyk 50-tek, bo jakby jo kamiynie nimi poloł, toby mnie z sauny wyciągali. Dziywce drogie, tyz mi nowość.  Zebyś ty wiedziała ile razy jo na śtyrek nogach z baru od Hanusi z gieesu wychodził……he troskym tego było. Dobrze że chocioz zimny browar był dozwolony, bo inacy to jo by był biydny.

Moja kozała mi iść na masaż. Godo co roz w zyciu nie jo bym świnke masowoł przed wyndzyniym ino mnie bedom masować. Ciekawe kie bedom wyndzić….. No poseł jo.Tako corno paniynka kozała mi legnonć na brzuchu na takij smiysnyj wersalce i……Świynty Andrzeju Trucicielu, jakby całe stado Nocnyk Wilkók po drodze do Berlina o moje plecyska zawadziło!!A pieńć minut póżni wracali!!! Zabiyg trwoł godzine ,to się kwalifikowało jako tortury. Moja cały wiecór się nawilżała, pilingowała, masowała i robiła te śićkie rzecy niezrozumiałe dlo normalnego faceta.

Potym był piling solny.Kozali nom iść do łaźni parowyj. Saunamajsterka dała kozdymu po gorzci soli takiyj grubyj. Jo już takom sól widzioł u ujka Staska. Pamiyntocie mojego ujka Staska co se w Czikago Murzynke za babe nabył? To łon w gminie przetarg wygroł na „usuwanie skutków zimy”, i od starego Maciascyka co jes sołtysym śtyry tony takiyj , niymieckiej soli drogowyj dostoł, coby niom przed kościołym i przed gieesem lód posypywać. I pewnie by tak było, kieby nie to ze na Boze Narodzynie bycka zarznoł, i skóre trza było zasolić i miynso zapeklować – i tak skońcył się luksus braku lodu przed gieesem. Panna kozała się tym natrzeć – to jo się natar. To ze nie we wszystkich miyjscach można się tym naciyrać to jo się dowiedzioł bardzo szybko i straśnie boleśnie ale o tym opisywoł nie będę. Wysło tyz na jaw ze na plecak mom szramy od tego jak mie moja przekonywała do wyjazdu do tego hotelu…. Potym my zacyni się pocić. Zapach orchidei cokolwiek to jest.

No wreście koniyc. Tradycyjnie machnoł jo zdrowaśkę do Judy Tadeusa od spraw beznadziejnych i na A śtyry wjechoł. Ku chałpie. Moja odnowiono jak Golf Czwórka po tuningu, a jo wyobijany, posiniacony, jedno ziobro złomane  i pół kufy opuchniynte, ale w jednym kawołku, co nie zawse bywało po nasyk rocznicak ślubu.Hej.


Dopisane: 17 maj 2015 o 15:30


A teraz na poważnie - obiekt super. Jeśli trafią na managera który to rozkręci - zagrożą czołówce saunariów w Polsce. 

Najważniejszy atut - 6 pięknych, zaangażowanych saunamistrzyń, którym się chce i które mają w sobie pasję. Pozdrawiamy i Magdzię (chuherko) i Alinę i Anie a ja szczególnie moją ciemiężycielkę Agnieszkę.

Minusy:

- brak beczki

- brak wiaderka

- brak "jackuzi" pod dachem

- brak zagłówków w saunach

- przydałoby się zimny poczęstunek po seansach

 i najważniejsze - brak managera.

Ocena końcowa:

ode mnie 4,8/5

od mojej lepszej połowy 5/5

Polecam, bardzo bardzo polecam.


  • 8


#107343 LifeAge w Chorzowie [ST]

Napisane przez fantom23 , dnia 25 luty 2015 o 09:08

Oskar wystarczyło napisać że ta oferta jest tylko dla osób nowych i z saunariach można korzystać tylko przez 80 minut. Mnie ona tez wprowadziła w błąd. Poczekam aż to wariactwo sie skończy i przyjdę za normalna cenę w normalny/spokojny dzień Wg mnie większości z nas nie chodzi o kasę ale o to że zostali wprowadzeni w błąd. Naprawdę słowo przepraszam ma magiczna moc, każde z nas popełnia błędy.
  • 8


Copyright © 2017 NNS